POBOCZA 11 - Kwartalnik Literacko - Artystyczny   NR 1 (11)
   STYCZEŃ 2003
   ISSN 1505-1676

o autorze
o tłumaczu
wstecz











































































































Jan Zahradníček

Theatrum mundi et Dei

Tacy jesteśmy. Taka to jest sztuka
Widowni od sceny
z powodu nierzeczywistego światła zastygłego więcej nie odróżnisz
Śmiech brzmi jak brzęk bezcennych przedmiotów bez powodu rozbijanych
które bez przerwy przynoszą z miejsca innego aniżeli świat
i łzy glicerynowe spływają po fałszywej twarzy pod grubym makijażem
która gra i patrzy na grę swą
tymczasem w kącikach ust nieprawdziwych
tymczasem w kącikach oczu w słup obróconych
czarne rojenie zapewnia
bóg much

Tylko że tu i ówdzie
ta fałszywa twarz jawi się tak śmiertelnie prawdziwa
Nagle chodzi o wszystko
Łzy glicerynowe ronią się jak krew najbardziej ludzka
Usta kłamstwa wydają straszliwe świadectwa przeciw nam
Oczy otwierają się i zamykają jak wschód i zachód dnia ostatniego
po którym nie będzie już nic
i do przepełnionych galerii stuleci ciekawie się gapiących
nagle ze zgrozy skamieniałych
patrzy
Chusta Weroniki ---
Tacy jesteśmy i tak się bawimy
z ogniem, który parzy lecz nie spala
tymczasem mamy możliwość kiedykolwiek wyjść z tego piekła na warunek

i jesteśmy tak inni i wszystko jest inne
kiedy zdejmiemy z głowy maskaradę swej ważności
kiedy zdejmiemy męczące buty swego wyuczonego zadania
i boso przekroczymy próg Królestwa Bożego gdziekolwiek
między dziećmi
i patrzymy razem z nimi Bogu na palce
jak robi gwiazdy i mnóstwo tych rzeczy co roku powtarzanych

od fiołka aż do burzy

Tak boso przekraczamy próg niedzieli, próg Domu Pańskiego
Śpiewają. A co tam na zewnątrz się dzieje tak uporczywie
w prosektoriach, w szpitalach i na torturach
żebyśmy się za wszelką cenę zbliżyli do tajemnicy ciała
tutaj dzwonki w rękach chłopców zwiastują grudnie
Rozpoczyna się przedstawienie prawdziwsze, teatr świata ustaje
Przeciw wszystkim głosom świata dzwony miały swą prawdę i powiedziały ją
Żołdacy się zbliżają, wszystko jest tutaj, nawet gdyby nie paliły się świece
i organy nie nawoływały niewidzialnych zmarłych
Jest to uczta, Kanaan najpewniej, lecz drzwi nagle się otwierają
Ewangelia o cudownym nasyceniu doczytana, kogut pieje

Wszyscy możemy się zaprzeć. Wszyscy się rozpierzchamy

Wiosna

Nieme proroctwa pąków szybko się spełniają
Wbrew wszelkim oczekiwaniom
rozpaczliwie drepczących w miejscu
wiosna przychodzi

Tak oczywiście
jakby wszystko działo się w najlepszym porządku
i każdy ból wiedział o swej niewypowiedzialnej cenie
zieloną łupinką
skarbnice zapachów się otwierają
świeża farba trawników
schnie w słońcu

Zaczęło się od
prostej mowy kosów
a teraz już nawet konwalie nie pozwolą się zagłuszyć
tchnieniem modrzewi a czereśnie mają ledwie czas
rozebrać się ze swych księżycowych bieli szalonych
żeby zrobić miejsce
jabłoniom i głogom

Mają przyjść jeszcze akacje
a także róże i lipy
powiedzą jeszcze w tym roku swoje słowo
lecz boje się
że nie będą dobrze zrozumiane

Ziemia żona Piłata
na próżno opowiada swoje jasnowidzące sny
na próżno martwi się swoimi kiełkującymi przeczuciami
przekazując je z pieszczotami swojemu przesądnemu mężowi
który z roztargnieniem słucha jej zielonych ostrzeżeń
żeby nie miał nic wspólnego ze śmiercią Sprawiedliwego
lecz myśli przy tym o swoich rangach i orderach
i boi się

Ten strach
kiedy nagle listowie trzęsie się jak kroniki na wskroś zapisane
niesprawiedliwością i nienawiścią
ten strach, że złote gwoździe mleczy w trawie
i gwiazd na niebie
nie utrzymają już razem
tego co się nieustannie od siebie oddziela
właśnie między kwiatami
pod krokami i w dali
szczeliny się rozstępują
mróz wychodzi z nich

Widzi żona Piłata
kurtynę świata rozdartą
podziemie kanałów się przelało
a miedzy nimi ból i winę
jak się przebijają
w krzyku bluźnierczym
każda na swoją rękę

Wiersze z tomu "Chusta Weroniki"
Jan Zahradníček
Tłumaczył z czeskiego Franciszek Nastulczyk

Wstecz