POBOCZA 16 - Kwartalnik Literacko - Artystyczny   NR 2 (16)
   KWIECIEŃ 2004
   ISSN 1505-1676
literatura niemiecka

o autorze
o tłumaczu
wstecz

Heinz Piontek

Co mnie nie opuszcza (Was mich nicht losläßt, 1981)

ZŁAMANE MILCZENIE

Oddalająca się burza.
Nikogo przy mnie nie ma
w pokoju
prócz Ciebie.

Nie zastanawiałem się długo.
- Jak, pytałem, pomożesz
sklerotykom i tym z ich guzami
jak kamieniami w mózgu? W zaniku mięśni
i w innych beznadziejnych przypadkach?

Czy starczy Ci odwagi
też w więziennej ciemnicy?
I naprawdę, by wśród najbiedniejszych
opłakiwać bliskich,
okaleczonych, zadręczonych na śmierć,
suchym okiem?

Mój Boże,
obrazy grozy.

- Wstąp tylko do mojego gorącego
ciała, oni tam leżą, lodowaci,
gdziekolwiek się zwrócisz,
i piętrzą się chaotycznie,
uciskając każdy z moich organów.

- Czy, aby móc dalej żyć,
mam całe dni kryć się w obłędzie?

Prawie bezgłośnie, tak jakby
wiatr ustawał, słychać tylko
ten szept:

Proś za nich! Proś za wszystkich
dręczonych torturami!
I choć sam przy tym poszarzejesz
jak oblicze psa:

Proś za nich ciągle, ciągle,
aż po ostatnie słowo!
Gdy jednak ogarnie cię lęk o siebie,
powstrzymaj się.
Ja nie zapomnę o nikim.

Kiedy potem usłyszałem,
jak świeżo bębni deszcz
po dachówkach,
rozległy się na schodach kroki.

Choć tak mało o Tobie wiem,
pragnę tym, którzy do mnie przychodzą,
wspomnieć o Tobie -

Może tak, że w moim
złamanym milczeniu usłyszą też
moją ciszę.

Straż poranna (Morgenwache, 1991)

NOCNE POCIĄGI

Te, co w noc odjeżdżają,
dochodzą celu?

Wagony sypialne,
czarne i ciche.
Lampy. Światła. Połysk żelaza.
Wygnanie -

We śnie, studziennej głębi, spadając;
bezsennie pięści zaciskając:
Czym jest rozstanie, dotkliwiej.

Lecz kto mówi o rozstaniu, niechaniu?
Czy tylko pieśń zamilkła?

Mroczne powietrze drze się jak jedwab.
A potem?
Potem znów tylko szum i stukoty.

Jest powinność nigdy-nie-przybywania.
Nigdy, po prostu nigdy.

MIEĆ SZCZĘŚCIE

Na kluczborskim polu
wyjaśniła mi moja trzydziestosiedmioletnia matka,
co to znaczy
mieć szczęście.

Kiedy ktoś klucz od swojego domu,
rzekła,
ciśnie z taką siłą w górę,
że schwyci go
ręka z nieba.

Nowa orbita (Neue Umlaufbahn, 1998)

STRAŻ PORANNA
(Druga wersja)

Wy, co śpicie dokoła.
W snach
pogrążeni.

Może
w drodze po ofiryjskie złoto
które jest gdzieś
na północy?

Może
w poszukiwaniu sensu,
po tym, kiedy zostawało tylko
schylać się w drzwiach?

Powoli cichnie też
wasz śpiew,
tupanie, klaskanie,
miłe przyjaciółki ludowych tańców.

Od najdalszych stanowisk
- od miejskiej fosy i kazamat,
gdzie trawa szaleje -
doszło mnie
ściszone zawołanie:

Hasło?
Zew bojowy?

Zaraza, pełzająca w ciemności.
Białe pasmo
porannej mgły.

Na wschodzie widzę
gwiazdy, moje godziny,
poblakłe.

Na niebie, jak długie i szerokie, nic,
tylko światło poranne.
To znaczy: panuje czystość.

(Ale co to znaczy czystość?)

Czas,
by się gotować.
Wszystko jeszcze tylko kwestią
czasu?

Zaprzężone
konie.

"PAMIĘTAM..."

"Pamiętam".
Wspomnienia.
Coraz blaknące
filmy świadomości.
Nieczytelne już
protokoły świadomości.

Zwarte lasy
wzdłuż wschodniego brzegu.
Zielony mrok.
W tym
pięć tysięcy dębów.

Po drodze
małe piaszczyste zatoki.
Także szeregi topól,
rzadsze niż nad dolnym Renem.

W pasmach trzciny
stały
na rurkowatych łodygach
ciemnobrązowe,
aksamitnobrązowe
kolby tataraku.

Heinz Piontek
z języka niemieckiego przełożył Andrzej Lam
Przekłady przygotowywane do tomu Heinz Piontek. Życie i dzieło, staraniem Konwersatorium im. J. v. Eichendorffa w Opolu.

Wstecz