* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3 (33)
         WRZESIEŃ 2008
         ISSN 1505-1676
literatura polska, poezja polska

o autorze
wstecz

Krzysztof Kuczkowski

Barbie

Miała być z tych nieśmiertelnych.
Wiecznie młoda. Trwalsza niż
wzorzec metra w Sevre.

         A tutaj?
Patrz, co mówi instrukcja: co siedem
lat będzie zmieniać skórę, kolor włosów,
poglądy, karty kredytowe.

         A oczy?
Co się stało z oczami? Dlaczego
widzimy srebrne kapsle
zamiast oczu?

         A co
jeśli ona działała tylko na
dotyk, reagowała na głos
i podczerwień?

         To proszę
państwa cofamy się o sto
lat wstecz. Syntetyczne oczy wymyślą
później. Dwa żywe modraki.
Na razie jednak same domysły.
Hipoteza naukowa. Nazwijmy ją
         Barbie.

 

Eurydyka

Przyszła do niego kobieta, która
w życiu realnym była jego matką.
Tutaj nie był pewien
kim jest:

agentką Daną Scully
kobietą w masce, która udawała jego
matkę w chłopięcych snach, a może
pliszką, która jak elektryczna iskra
przeskakiwała ze snu w sen.

Przyszła, przysiadła
na parapecie otwartego okna
machała nóżkami cienkimi jak
łodyżki goździków
paplała coś, ale on nie rozumiał
jej świegotu.

Nagle przechyliła się do tyłu
i na moment rozbłysła ciemności
iskra - - -

A trzeba było pozamykać okna
z parapetu pozbierać okruchy chleba
nie prowokować natury
tej ani tamtej.
Nie liczyć
na mit.

 

Kultura masowa

Z przenośnego komputera czysty głos
Katie Melua. Po każdej zwrotce Ewa dotyka
palcem czerwonej malinki na czarnej
klawiaturze, wtedy Katie przestaje
śpiewać, a Ewa opowiada treść
w wolnym przekładzie:

W Pekinie jest dziewięć milionów rowerów,
to fakt, któremu nie możemy zaprzeczyć,
tak jak temu, że kochać cię będę aż do śmierci.

Po kolejnym zatrzymaniu:

Na świecie jest mniej więcej sześć miliardów ludzi,
co sprawia, że czuję się maleńka, a ty jesteś tym,
kogo kocham najbardziej ze wszystkich.

Jest nas dwoje. Na ekranie pulsuje sześć miliardów
czerwcowych igiełek. W środku czuję ich
szczypanie. Wytryskują w nas gorące
źródła.

Pijemy z nich światło
czerwca.

Ty moje.
Ja twoje.

 

Romek

            R.L.
            1937-2007

Trzymaj się stary - powiedziałem - muszę iść.
Nic mniej banalnego nie przyszło mi do głowy,
a i on, nie podnosząc głowy: - Ty też się trzymaj.
I tak już został: w letnim kapelusiku zakrywającym
zagłębienie po operacji czaszki, w czarnych okularach
maskujących puste miejsce po wyjętym oku i w tekstylnych
pantoflach jakie nieczułe matki kupują dzieciom
jadącym na kolonie.
Odwrócił głowę w stronę zaklejonego
papierem okna i ujrzał kształty przyszłych rzeczy,
otoczyło go to, co nie ma smaku ani zapachu, czego ani
oko nie widziało, ani ucho nie słyszało.
- Muszę iść - powtórzyłem, i nie czekając
na odpowiedź wyszedłem na ulicę zalaną słońcem.
Zaraz też przypomniałem sobie o czapce z daszkiem,
którą kupiłem z myślą o upałach i jak zwykle
zostawiłem ją w domu.

 

Krzysztof Kuczkowski

Wstecz

literatura polska, poezja polska