* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3-4 (37-38)
         GRUDZIEŃ 2009
         ISSN 1505-1676
literatura czarnogórska, poezja czarnogórska

o autorze
o tłumaczce
wstecz

Boris Jovanović Kastel

Koszula

W obliczu najeźdźców
młoda forteca
bluzkę rozpięła
Południowe miasto bez obrony
ze straganami pomarańczy, dzwonami
z pozłotą i ruchomymi nagimi rzeźbami,
wojsko o krwawych oczach
w budowniczych zmieni.
Gdy bluzkę fortecy jej podaruję
– żeby oswoić mnie nie mogła –
w mig ją zdobędę.

 

Największy port

Poławiacze tuńczyka na wodach Atlantyku
i marynarze cierpiący na świerzb nostalgii
na lodołamaczach w Arktyce
po dotarciu na Gibraltar rozgrzani strachem
opowiadali, że większego portu
od Gioia Tauro w prowincji Reggio di Calabria
na Morzu Śródziemnym świat nie widział.
Opatulone w czarne chusty
po braciach i mężach, narkotykowych dilerach,
pokryte zmarszczkami, przeliczały na progach domów ziarenka granatu
i szeptały sobie, kobiety z portu Tauro,
że ponoć wiele portów na Morzu Arktycznym, w których nigdy
nie były, wspanialszych jest od ich własnego –
w pieśni, wyścigach regat,
muzyce portowej i wszelkim biedermeierze.
Ale dlaczego to mówią pogrążone w żałobie kobiety
skoro ich czarne chusty
moczę w morzu
żeby je sól wybieliła.
Dam je matce, która nigdy nie słyszała o ich porcie –
uszyje suknie ślubne.

 

Drogi

Śledzę kardiogram, drogę serca
wyjście z labiryntu, w którym szukam
butów pełnych pustynnego piasku,
ruch wahadła od lewego brzegu
do prawej piersi
odmierza głos wzywającego pomocy pod pokładem.
Serce dawno rzuciłem na pastwę
morskim bestiom by przegnać górnolotne omamy,
a twoje, utożsamiane z ludźmi,
wyrzucą na ląd
żeby fal nie zatruło.
Spójrz, odchodzi morze
z pajęczyny labiryntu drogą kardiogramu
do pucharu otchłani, spokojnie,
wolniej od wolności, uwięzione ciszą.
Tutaj już nikt nie wznosi toastów
nawet za pierwszy płacz Sola, po zbyt długim pijaństwie
odpoczywają puchary...
Przynajmniej morskie drogi będą spokojne.

16 października 2004 r.

 

Hardość fal

W huku morza
nasza rozmowa jest modlitwą.
Jeśli kiedykolwiek umilknie morze
my też zaniemówimy,
głośno się obejmując i milcząc modlitwę.
Co powiedzieć
skoro zgarbione fale idą na emeryturę.
Pomachaj im, pozazdrość śmierci,
pogratuluj i ukłoń się
bo statków potwornych Janusowych dzieci
uczulonych na morze
i nasze plaże
nie chciały przywieźć.

30 sierpnia 2009 r.

 

Błękit

Niewinniej niż dusza baranka
romantyk i rycerz mistyków
śnił o Niebieskim kwiecie
Novalis przekroczył rubikon snu
podgrzewając koniak na ogniu nieosiągalnego.
Naiwniej od chłopca na osiołku,
na polu w Trebinju albo obrosłym winoroślą podwórzu,
zakochanego w Sophii Loren,
przyzwoitszy niż morał bajki,
śniłem o błękitnym morzu,
twarz z barw wojennych pojmowalnego
falami obmywałem.
Pijany morzem i ziemnowodny,
z siną twarzą, przed publicznością
ryb, muszli, syren i szkieletów marynarzy
czytam pieśń o baronie
co najbliższy był spełnienia snów.
Patrzą zadziwieni, spragnieni treści
pieśni, której nigdy nie usłyszą.
Novalisowi wciąż dolewają koniaku –
a ja z dośnionym snem i usmolony
już nie wracam na ziemię.

19 marca 2007 r.

 

Afrodyzjak

Wypij sok z kilku świeżych muszli
z Adriatyku, o świcie,
zapukaj do moich drzwi
albo sam otwórz jeśli zasnę,

widniało na karteczce w skrzynce pocztowej
podpisanej niewyraźnie przez jakąś dziewczynę,
bez adresu.
Niepotrzebny mu afrodyzjak.
Nie szukał jej.
Wstał o świcie, oświetlił pochodnią
morze, poświęcił je milczeniem a
muszle z kieszeni wyrzucił na płyciznę.
Pomiędzy swoimi dziećmi
a potomstwem muszli
wybrał przetrwanie.
Dziewczyna, dzisiaj już pomarszczona kobieta,
gdzieś w głębi lądu ma dwoje dzieci
i do nikogo nie pisze.
Jego potomstwo w morzu,
na piersiach tancerek i po świątyniach
nie starzeje się i końca mu nie widać.
Bez afrodyzjaka.

Lučindan 2007 r.

 

Morze przed Bečiciami

Niczym sztandar z krzyżem maltańskim,
przebite promieniami słońca
oślepiasz byśmy nie ujrzeli
historii pustki i przemijania.
Zbawco.
A jednak wciągasz nas w swoje wiry
namiętniej niż Mojżesz laską otwierający
otchłań morską
byśmy nie widzieli wolności miłości
oprócz tej do ciebie.
Nicponiu.

6 grudnia 2007 r
Hotel The Queen of Montenegro

 

Wieczór literacki

Kiedy na wieczorze literackim
w Barze dopytywała się żeńska część publiczności –
Dlaczego ciągle to Morze Śródziemne?!
przemilczał odpowiedź,
chwycił swoje książki i zaczął w nie rzucać.
Mokrym i słonym dziewczynom
znienacka wyrosły płetwy, zaczęły pływać
i dopytywać się –
Dlaczego właśnie teraz
odjeżdżasz pociągiem w głąb lądu?!

Zostań!
Jesteśmy rodziną.

lato 2009

 

Boris Jovanović Kastel
z języka czarnogórskiego przełożyła Agnieszka Łasek

Wstecz

literatura czarnogórska, poezja czarnogórska