* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3-4 (37-38)
         GRUDZIEŃ 2009
         ISSN 1505-1676
literatura bułgarska, poezja bułgarska

o autorze
o tłumaczce
wstecz

Damian Damianow

Wieczność

Pozwalam oczom błądzić w morskiej dali,
a myślom – snuć po sennych się ogrodach.
Nie czuję nic, nie myślę. Promienieję
w zachodzie słońca i w niebieskich wodach.
W niepamięć puszczam wszystko: sławę, wiersze,
przyziemne żądze, słowa, zakłamanie.
Jesteśmy wszyscy równi wobec śmierci,
a słowa w proch rozsypią się wraz z nami.
I nas, i nasze słowa skryje ziemia,
bo nieśmiertelność nie ze słów się bierze.
Prawdziwa nieśmiertelność to milczenie,
to morze, co ociera się o ciebie,
i swoje pieśni cichym szeptem nuci...
...Ja, zasłuchany, z ciszy tej zielonej
zdołam wyłowić głosy wszystkich ludzi,
którzy już żyli i żyć będą po mnie.

                           (Ти приличаш на моя сълза)

 

* * *

Leżę na plecach w trawie modrookiej
i znowu całym swoim ciałem czuję,
jak nikły jestem w zieleni wysokiej
. Niczym biedronka myśl z wolna wędruje,
a z moich oczu wysącza się strugą
bezgłośnie na obrazy i na słowa
czernidło, co zbierało się tak długo.

I cała trawa pod czernią się chowa.

                           (Извървяно)

 

Jesień

Jest taka piękna, cudowna, wytworna,
w tym listopadzie i z tym nieboskłonem
wpatrzonym we mnie jak źrenica groźna
w ludzkiego życia niewidoczną stronę.
Tak chciałbym być malarzem – wizerunek
jej czysty mógłby powstać pod mym pędzlem.
Lub w mojej duszy, która pobłyskuje
jak liście, co żegnają się już z drzewem.

                           (Молитва в полунощ)

 

Nim zmrok zapadnie

Nim zmrok zapadnie, niebo się rozświetla.
Cała w szkarłatach i szafranie
poświata szczyty drzew całuje.
To morza z dniem jest pożegnanie:
odbiło się od brzegu i odchodzi.
Dotknięcie dnia, co kona właśnie,
pogrąża wszystko w złocie i błękicie.
Błękitnozłota głębina już gaśnie.
Błękitnozłote z wolna gasną drzewa.
Błękitnozłota przygasa też trawa.
Nim zmrok zapadnie, niebo się rozświetla.
Ten widok żalem mnie napawa.
Bo przecież jasność ta jest zapowiedzią,
że dzień odchodzi znów na zawsze,
i wkrótce świat ogarnie ciemność,
co stłumi światło, i mnie także.

                           (Ти приличаш на моя сълза)

 

Bliskość

Nie pozwól mi do siebie zbliżyć się
jeżeli pragniesz, żebym wciąż cię kochał.
To prawda, oddalenie trudno znieść,
lecz bliskość – to już pewna katastrofa!
Zostaw mnie, miła, za swym progiem, bo
gdy zerwiesz woal z oblicza marzenia,
ujrzysz je nagie, skryje się za mgłą.
Tylko rozłąki blask je promienia.
Nawet Madonna, którą stworzył mistrz,
gdy z bliska oglądana – traci powab,
a cały geniusz i maestria w tym,
że z dali się ujawnia jej uroda.
I nawet matka ziemia, wszystko w krąg
tylko z daleka jest bajecznym rajem;
gdy spojrzysz na nią z bliska – widzisz proch
i grudy ziemi, które skryją nas oboje...

                           (Живей, измислице любов)

 

Aż kiedyś…

Właściwie wszystko jest niezwykle proste...
Rodzimy się, żyjemy, umieramy.
Zjawiamy się jak przypadkowi goście –
świat coś nam daje, my mu coś dajemy…
A potem przemijamy. W ziarno, w rymy,
w człowieka, w nowy los niepowtarzalny.
…Aż kiedyś, kiedyś może powrócimy,
wyrównać stary dług niewyrównany.

                           (Молитва в полунощ)

 

Pociągi z przeciwnych kierunków

„Pobaw się ze mną w pociąg!” prosisz
znowu, mój synku, bliski płaczu.
Ale mój pociąg nabrał już prędkości.
Ten duży. Bo na małe nie ma czasu!
Lecz przyjdzie pora, kiedy cię poproszę
ja, stary głupiec: „Zaczekaj, mój chłopcze!…”
Lecz ty swój pociąg wtedy gonić będziesz.
I nasze dwa pociągi w swoim pędzie
znów się rozminą, każdy na swym torze…

                           (Тетрадка по всичко)

 

Niedziela

Dziś nie przyjdę na nasze spotkanie.
Za firanką białą przy oknie
próżne twoje samotne czekanie.
Nie ma kto mnie przywieźć do ciebie.

Przyjaciele gdzieś wszyscy zniknęli.
Przecież oni też mają żony.
Czemu mam ich pozbawić niedzieli?
Chcą ją mieć dla siebie i oni.

Są, ludziska, zajęci okrutnie,
i problemy swe mają przecież.
Nie wyczekuj samotnie przy oknie –
nie ma kto mnie przywieźć do ciebie.

Otwórz okno i popatrz na jesień:
liście z drzew spadają złociste.
Na ich skrzydłach do ciebie przylecę,
wraz z ostatnim przylecę liściem.

                           (Живей, измислице любов)

 

Damian Damianow
z języka bułgarskiego przełożyła Dorota Dobrew

Wstecz

literatura bułgarska, poezja bułgarska