* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3-4 (37-38)
         GRUDZIEŃ 2009
         ISSN 1505-1676
literatura serbska, poezja serbska

o autorze
o tłumaczce
wstecz

Duško Novaković

Sklep mięsny

Nic w nim nie ma, jest pusty i bez zapachu
Papier na pniu rzeźnika
Papier na ladzie, na kasie
Tasaki też w papier zawinięte, i obklejone taśmą

I muchy obsiadające celofanową witrynę
Niemal rozczarowane krzyczą:
Żądamy biblioteki narodowej z prawdziwego zdarzenia
Ze świeżymi wydaniami mięsa! Koniec z pustym prosektorium!

 

Liście

Wyobraź sobie, że w Lesie Sztuki
Ot tak, znienacka, rozlegną się wszystkie ludzkie ega
Wszechświat z pewnością wpadłby w panikę

Cisza stałaby się pielęgniarką, co nie wie spanikowana
W którą iść stronę i komu pierwszemu pomóc
Dobrze więc, że ega więdną w odstępach, jak pożółkłe liście.

 

Wołają na niego Jezus,
Umęczony chłopiec

Wołają go
On się nie odwraca
Ostrzegają, nie ucieka

Pod nim asfalt się topi
Nad nim obłoki trzeszczą
Nawet w płaczkach to wzbudza grozę

Krzyczą do niego: wstań, powiedz a
Opłakują go, szorują szczotką
Składają po kawałku
Leci im z rąk jak węgorz

Jeśli jesteś z jego gatunku
Jeśli jesteś bratem, kochankiem, czcicielem
Jeśli jesteś uczniem z tego świata
Może zamiast niego
Krzykniesz ponad kontynentami:

Tylko nie dźwiganie pali, matko
Tylko nie wbijanie gwoździ
Tylko nie wynoszenie przed pasożyty

Nie chcę iść do ojca, w daleką stratosferę
Nie chcę rozstawać się z tobą
I ryżem na mleku z cynamonem, matko

Nie chcę, by znowu ojciec mnie pytał
Gdzie się podziewasz, łotrze, wyrodny mazgaju i ośle
Tysiące lat upłynęły odkąd wyszedłeś z domu

Łają go i biją pogrzebaczem, a on przekornie
W kierunku matki śpiewa. Umęczony chłopiec.

 

Krócej

Postanowiłem zmienić styl narzekania
Będę pisał krócej
Lżej i doskonalej
Jak telegram

I nie codziennie, głównie we wtorek
I nie z pełnym brzuchem po gulaszu
Będę wybredny wyłuskując
Wiersze ze skrzyni poezji

Postaram się by je rozumiał sprzątacz ulicy
I chmury, i trawa, i wiatr
I skała bez końca gładząca morze
Bez fałszu że delikatność mlecza wpędza mnie w rozpacz

Rozprawię się ze sobą i z własnym ja w sobie rozprawię
Dość tyrad na temat
Dlaczego się wciąż nie poddaję
Chcę każdy dzień przeżywać tak samo.

 

Niekończenie

Zdarza ci się, choć nie masz paranoi, i nie przepadasz za Mechaniczną
Pomarańczą, że bierzesz do ręki mydło by zmyć z siebie brud
A ono wyślizguje się z dłoni, nie chce mieć zdartej skóry

Otwierasz gazetę na sporcie i widzisz: karny
Strzał z obrazka w ramce trafia cię w usta kibica
Krwawisz poturbowany, lecz nikt nie biegnie z pomocą

W wędrówce po mieście wszystko wokół ciebie na odwrót
Lewa strona przechodzi na prawą a prawa na lewą
Centrum z twoim nosem wykrzywia się jak linia jin i jang

Gdy zastanawiasz się: o co chodzi i co to za przekręty
Mijają cię niezdarnie biegnące okoliczne drzewa
A przeciągłe wycie szyn wrzyna się w zakamarki mózgu

Powieki opadają w dół, na nich uwaga: przerwa!
A w dole myszy rozwiązują ci sznurowadła i kradną
Ze zdziwieniem dociekasz czy śmierć nie zaczęła już działać

I czego chce ten karp przytulony do szyby rybnego
Czy szepce ci coś ważnego czy też wyrzuca z siebie, tępak,
Nieznany ci wodny alfabet, który staje się białym praniem słów

Wracasz do domu rozważać czy nie jest aby celem poezji
Większa odpowiedzialność tego co ważne dla ciebie
Zamiast stert głupot i bzdur które w nią wciskasz

 

Duško Novaković
z języka serbskiego przełożyła Agnieszka Łasek

Wstecz

literatura serbska, poezja serbska