* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3-4 (37-38)
         GRUDZIEŃ 2009
         ISSN 1505-1676
wersja słoweńska wersja serbska wersja czeska wersja polska literatura czeska, poezja czeska

o autorce
o tłumaczu
wstecz

Eva Košinská

stan zero

myślałam o wodzie całe przedpołudnie
lecz upał opanował wszelki ruch
aż przestałam oddychać

sad wysuszony do pęknięcia. kobiety pod drzewami
jak spalone gruszki. stan zero. stan bez ciążenia.

czekałam na burzę.
lecz żadne grzmoty nie rezonowały w zamkniętym pokoju.

czekałam. podczas gdy na oknie mróz.
podczas gdy w lodówce ziemia. Podczas gdy

wspomnienie o miłości z Włoch zaburzało
spokojny bieg nocy...

 

Strefa niepokoju

Kark płonie letnią spiekotą,
prababka zaklina pierze a w lewej ręce-
ostrze siekiery. Zamykam oczy – upał
letniego dnia. krążenie wsi.
Zatrzymany czas
.

I mgła. Nagle mgła. Trzy kościoły
toną. Wierni na progu budzą w nas
demony. Otchłań miasta powiększa się. Echo
gawronów. Opuszczona wieża powoli znika w ziemi.
I mgła. Pozostają usta – przestrzał do szalonej nocy.

Długie lata chodziła nocą koło domu
w którym chłopiec zawsze zaśnie podczas czytania książki
jego zrujnowana sylwetka przy stole świeci po wsi
stoję tam godzinami
bez przejawu mowy – bez przejawu

Poranek.
Widmowa sekunda otwartych oczu
pijani faceci na rogu ryczą
coś o zbawieniu świata
chce mi się rzygać ze światła pod zasłoną
z głośnej muzyki na korytarzu
z zimnej ręki położonej na oparciu
która i tak do nikogo nie należy.
Wieża wczoraj znikła. Otchłań się powiększa.
Miasto tonie. Miasto to nie.

-

Karki płoną letnią spiekotą
Na lodówce komunikat –
nie żryjcie lodu!
To ja go sobie uzurpuję
dla wewnętrznego chłodu.
Słowo, które zaatakowało jamę ustną
w misie klozetowej – jak właśnie wypowiedziana
wróżba.
Chyba tego nie przeżyję.
Dzwonię do matki. Że pranie jest wybielone.
Krążenie wsi. Krążenie miasta.
Turyści rozpoczynają błyskawiczny cyklon
stoję w środku tłumu
czekam na nawałnice.

 

Kto rozbił lustro?

I

To ty – w środku wirujących czarnych ulic
ty idziesz po omacku nie rozpoznany
jednak w rynsztokach twoje następne twarze
przygotowują atak
napadną na miasto bezbarwną masą

II

Była noc. Kiedy widziałeś swoje kości
na murze stwarzające krzyżówkę
a przecież hasło leżało ci w lęku
i przemówić można było
tylko głos zamienił się w Godota
który nie przyszedł – to wszystko przeczuwałeś
dawno przedtem zanim się zapytałam

III

W drodze na dół zobaczyłam mężczyznę
w masce ochronnej na twarzy
oczyszczał miasto z chwastów
do ciebie jednak nie wyciągnął ręki
dziwny robot bez rysów
a jednak ta dłoń
tak ludzka, ciepła na odległość
krzyczała twoje imię

IV

jest kraj. I w tym czasie
tak okrutnie srogi
że zlitowali by się
że zlitowali by się
gdyby tylko istnieli
czarna fala miasta jednak zabiera wszystko
również pokój w morzu światła
tonie z nami
kraj – żarłok
kraj – mordownia
w środku podręcznej apokalipsy
dziewczyna czytająca głośno historię Czech

V

„Skostnieliśmy!” stwierdza matka
kiedy rano rozsuwa zasłony
za oknem lodowa równina a dalej już nic
kropka w środku zdania
jest jedynym co nas wiąże
moje symptomatyczne nic
krzyczę na korytarz
zaraz sąsiadka modli się
zdrowaś pater noster
zdrowaś techniko
zdrowaś

VI

to zwierzę rozbiło lustro!
Pokój pokryty szkłem
szkło na twoim języku
że aż cię widzę
wprost z wnętrzności
szara mgła unosi się nad lasem
groza zgasłych twarzy...

 

Przeczucie

W śnie było tak ciasno
że obudzili się obok siebie
jak dwaj zupełnie obcy ludzie
ja ciebie przecież nie znam!
powiedziało przytłumione światło za zasłoną
demony położyły oczy na okno
mała dziewczynka na podwórzu spadła
z huśtawki
cichy lament wibrował nad ulicą
za rogiem nie przeczuwana pustka
jakby człowiek nagle zamknął
książkę w środku opowiadania

 

Sad

Są dni. Kiedy szyja jest zbyt wąska żeby móc połknąć
te straszny niesmak nadchodzącego lata
powiedzieć, że jestem w domu, nocą się przewrócić
na lewy bok, okna jeszcze świecą, ciche osiedle
ręce pukające w ścianę. To wszystko. Mężczyzna czytający
do zmroku bajkę dziewczynce z sąsiedniego domu.

to wszystko. i nic poza zdarzeniem..

jakby nie było innej możliwości
niż nie patrzeć na sąsiada
ze szklanymi oczami
co mi do niego
powie kobieta z pięknymi dłońmi
zanurzy nos w książce
podobno jest szalony
podobno jest

jeszcze tyle – w mieście masek
Praga zamiast Wenecji
niekończący się karnawał wiruje ulicami
byś jak wyspa w środku
tępego morza

wołać o rozbitka
wołać...
w nocnym ogrodzie
pozwolić wysuszyć twarz światłem
księżyca. pozwolić się porwać
spadającej ścianie.

 

Eva Košinská
z języka czeskiego przełożył Franciszek Nastulczyk

Wstecz

literatura czeska, poezja czeska