* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3-4 (37-38)
         GRUDZIEŃ 2009
         ISSN 1505-1676
władza i pop, lata 80
o autorze
o ilustratorce
wstecz

Bitwy do kolorowania

Tekst: Eryk Ostrowski
Ilustracje: Aleksandra Perzyńska
                                             – A co z sercem? – spytał.
                                             – Wolałabym raczej mówić o polityce

                                             Anthony Trollope, Rodzina Palliserów


   „Jego” thatcheryzm i „jej” komuna to sparing Anglia – Polska z wynikiem 1:1. Odegrali role przypisane zwyczajowo poetom. Bo słowo, żeby wypalić, potrzebowało suchego, nie zamokłego łzawą martyrologią prochu. Władza lansowała cynizm. Na taką broń można odpowiedzieć tylko tym samym paliwem. Oni to paliwo mieli. Ściągnęli poezję z górnej półki między ludzi. Poeta musi być gazeciarzem swoich czasów. Oni ograniczyli się do hedlajnów, które namierzały cel: lata 80.

 

NEIL TENNANT I KORA,
CZYLI DEMPSEY I MAKEPEACE NA TROPIE


   On z Zachodu sympatyzuje z rosyjskimi rewolucjami, ona ze wschodu spogląda w stronę liberalizacji życia. Lata 80. już na samym początku z ludzi zrobiły sobie jaja, a z obrotów ziemi sokowirówkę napędzaną nonsensami walącymi po oczach z gazet i TV, która zaczęła na nowo święcić swój „prime time”.

Pet Shop Boys:

                  Passion and love and sex and money
                  Violence, religion, injustice and death
                           Paninaro (1986)

Maanam:

                  Miłość przemoc miłość miłość
                  Żądza władza zdrada i gwałt
                  Miłość strach miłość poniżenie
                           For Your Love (1989)


   Nie tylko w modzie panuje asymetria. A zabawa jest przednia, bo prawdziwa. W telewizji w każdych wiadomościach prężą się mocne popiersia eleganckiej babki w garsonce i perłach oraz faceta bez wieku, za to w przydymionych okularach. Mają w sobie, co prawda, mało życia, ale jest i tak niesamowicie kolorowo, bo między ich jednym a drugim słowem przesuwają się – kurczę! – całkiem prawdziwe czołgi, bucha gorący ogień, płynie zupełnie czerwona krew, a w kosmos latają – no normalnie – rakiety! „Choć życie zawsze miesza się z fikcją, w tym serialu ta granica prawie zupełnie się zatarła” – dowiadujemy się z polskiej strony serialu Dempsey i Makpeace na tropie.

 

Emocjonalny jogging

   Powody do płaczu wyciskają siódme poty. Człowiek jest naprawdę cholernie zmęczony. W Polsce czekaniem bóg jeden już wie, na co. Kora: „Stoję, stoję, czuję się świetnie, nie muszę siedzieć, wcale ach wcale”. W Zjednoczonym Królestwie nowym marszem: zapieprz / forsa – polityka / seks. Ale niby od czego „kolorowe kredki w pudełeczku noszę”? – „Kiedy je poproszę, namalują wszystko to, co chcę”. Słonie pójdą sobie na huśtawkę, a lwy zapakujemy do rakiet i wyślemy w jasną cholerę. Polska, rok ‘80. Na festiwalu w Opolu Maanam wykonuje Boskie Buenos. Jednym występem Kora odstawia na bok gierkowski festyn, zbyt długo i natarczywie wciskający mielone przez rząd kotlety w oporne gardła. Muszą przejść w cień lampucery w plisowanych spódnicach, obracane zalotnie przez wacków w garniturkach. Młodzi chcą mięsa. Mięsa, nie parówek.
   Anglia, pięć lat później. W styczniu ‘85 West End Girls Pet Shop Boys wchodzi na szczyt brytyjskiej listy przebojów i wkrótce „wszędzie indziej”. W oknie telewizora suną mityczne obrazy stolicy świata, a Neil Tennant niedbale rzuca z arystokratycznym akcentem: „Nie mamy przyszłości, nie mamy przeszłości / Jest dzień dzisiejszy, wzniesiony by przetrwać”. – „Historia Brytyjskiego popu to nie tylko seks, podejrzane typy i rock’n’roll – napisze po latach. – To także tradycja stylu, błyskotliwości, ironii, seksualnej ambiwalencji i ostentacyjnego wyrafinowania przekazywana przez mass media”.
   Obydwoje oscylują między sztuką a konsumpcją. Ona pisze Nowy przewodnik. Każdemu dostaje się po równo: „Ja mam chleb / Ty masz mięso / On ma wino”. Każdemu obrywa się po równo: „Ty miałeś cytryny / Ja miałam orzechy / Oni mieli figi”. Tak „żebyśmy mieli sól” i „żebyście mieli pieprz”. A oni – „ocet”. Nie tak daleko, choć za paroma rzekami i prawdziwym morzem, on podsumowuje szopkę wystawianą przez panią premier i jej żelazne szanse. „Ja mam szare komórki / ty masz wygląd / Zrobimy niezłą kasę”. Tak zaczyna się nowy przewodnik współczesnego Brytyjczyka pt. Opportunities. Czas dyktował ironię. Metafory owszem, o ile są oczywistą krytyką systemu. Wszystko pod kontrolą – ale rytmu i melodii, linii papilarnych wiersza. I humoru. Bo poczucie humoru, jak mi powiedziała kiedyś Wisława Szymborska, to poważna sprawa. W latach 80. nie wzlotów nad betonem było trzeba, ale pleców do rzeczywistości. Napisano wtedy, rzecz jasna, całkiem sporo wierszy. Zabrakło jednak nie tyle wieszcza, co akustyka. I słów, którymi można śmiać się i płakać równocześnie, którymi można rozmawiać przy piwie.

                  A poza tym już mogę żyć
                  Nic nie mam do dodania
                  Byle było co jeść i pić
                  I tlen do oddychania
                  Trochę więcej uśmiechu wkrąg
                  Choć towar to z Pewexu
                  Trochę mniej zabrudzonych rąk
                  I trochę więcej seksu

śpiewała w 1982 Trojanowska (Daj Boże, daj, sł. A. Mogielnicki). Trzeba było słów, które nadadzą się do puszczenia w mediach, które staną „między nimi i ludem” , pod pancerzem ironii przeszmuglują prawdziwą krew. Tego od poetów trudno było się spodziewać i – chyba nikt już po nich tego nie oczekiwał. Odkąd w latach 70. Jacek Kaczmarski (1957 – 2004) wyrównał mury wiersza i songu, nowe wysokości ukazały bardziej przestrzenne panoramy. „Murów” wzniesionych przez Kaczmarskiego strzegły jednak jego własne „wilki”, którym jedna Osiecka zdołała sprostać. Jej utwory poetyckie z lat 80. utworzyły kanon, a „Nie żałuję, przeciwnie, bardzo ci dziękuję, kraju mój” śpiewane przez fantastyczną aktorkę Ewę Błaszczyk (Godzina W, Nadzór), staje się mottem dekady. Raz wywindowane na trybuny słowo nie tak łatwo ustąpi szeptowi. Nikogo naprawdę nie interesowały refleksje snute nad emigracyjnym kieliszkiem wina „w nieparyżu i gdzie indziej” (casus Polski), ani co ktoś sobie pomyślał siedząc przy herbacie i jajkach i włączonym telewizorze (Anglia). „Jadą wciąż poeci. / Cała w nich nadzieja. / Gdy na nogi staną, / wyślą ci poemat…” – nabijała się Iza Trojanowska na Pożegnalnym cyrku (płycie, którą zresztą cenzura wzięła w objęcia na paręnaście lat). Trzeba było bardów w nowych kostiumach, uszytych według obecnie panującej mody, a jakie były nożyczki, każdy widział. Starczyły, rzeczywiście, zwykłe marynarki, lecz kryły się pod nimi kuloodporne kamizelki. Zbroja ironii, która pozwoli trzymać się „pionowo równo sztywno bez łez”, stawać „en face” na każde „baczność i spocznij” – jak śpiewała Kora w Zdradzie. Tylko w takiej pozycji mogło dojść do porozumienia bata z plecami. Tennant: „Chciałem, żeby pop był wytworny, piękny, błyskotliwy i prowokujący”. Kora: „A jeśli słowa to banalne – takie, dla których brakło stronic”. (Punk rock nie ma żadnego sensu, bo nie słyszy się słów – pisał w sekretnym dzienniku Adrian Mole.)

 

Wojna planet

   Lata 80. Zabija się Ian Curtis, w MTV hula Cyndi Lauper, Debbie Harry tleni włosy tylko z przodu, „bo z tyłu i tak nikt nie patrzy”. Boy George podoba się dorastającym panienom i ich mamom mieszającym puddingi. Ślub Karola i Diany ma 750 milionową widownię na całym świecie. Geje wychodzą na ulice, obwinia się ich o AIDS, które było już, co prawda, na drugiej półkuli, ale to przecież tak jak na innej planecie. Tymczasem panują dyskotekowe kule. W Anglii przyjmuje się new romantic, u nas niemieckie dicho, gdzie po Modern Talking przychodzi pora na wysportowaną C.C. Catch, której karierę „like a hurricane” zmiecie dopiero pył muru berlińskiego. Na listach przebojów jest Stefania, nie dość, że księżniczka, to jeszcze z Monako. W Dynastii Fallon porywają kosmici. To były czasy! Załoga G, Dirty dancingMoonlight shadow. Nieważne, o czym anielsko zawodzi Maggie Reilly („He was shot six times by a man on the run…”). W kinach – E.T. Labirynth, wprawdzie Jima Hensona, ale z Davidem Bowie. Telewizja ma własne muppety – nie ma dnia, żeby nie straszył Billie Jean kompletnie urwanego z kosmosu Jacksona. Tymczasem pewnymi krokami, daleka moonwalku, nadchodzi „neverending story” tych lat – era Madonny. To były czasy.
   A w Polsce? Niby na drugim planie – ale plany nakładają się w politycznej „totalnej hipnozie” – w muzyce tworzy się alternatywa dla nierównych układów społeczno politycznych i ludzi w spożywczych „wpatrujących się w wagę jak w mysz polną” . Ale „czy nie miewają koty na nietoperze ochoty?” – Urszula nagrywa z Budką Suflera rodzimy „power of love”, Dmuchawce, latawce, wiatr, Papa Dance otwiera Nasz ziemski Eden, a Franek Kimono powtarza swoje „Ja jestem king Bruce Lee, karate mistrz” póki nie zedrze się płyta (vel taśma). „Choć stan wojenny w Polsce dowiódł, że można przywrócić dominację komunistyczną za pomocą bagnetów, okazało się też, że nie da się na nich dłużej siedzieć”, obrazkowo podsumowuje Wojciech Roszkowski w Najnowszej historii Polski 1980 – 2002. Z Wielkiej Brytanii przypływa „zimna fala”. Płytą Nowe sytuacje debiutuje Republika z Grzegorzem Ciechowskim (1957 – 2001). Niekwestiowanymi gwiazdami pierwszej połowy dekady są formacje Oddział Zamknięty, Kombi, Bajm, Lady Pank i Lombard z charyzmatyczną Małgorzatą Ostrowską. Cała ta rewolta jest możliwa, bo wcześniej nastąpił już kopernikański przewrót – w ‘81 roku ukazuje się Iza, debiutancki longplay Izabeli Trojanowskiej. Aktorkę i piosenkarkę łączącą muzyczny temperament Lauper z urodą Ingrid Bergman z miejsca uznano za dawno wypatrywany cud nad Wisłą. Gdyby nie ówczesna nomenklatura, kto wie czy wynik sprzedażowy płyty zostałby prędko pobity. Handel zamówił milion egzemplarzy, na rynek z powodu „braków materiałowych” trafiło… 50 tysięcy. Pewnie nie ma już sensu zastanawiać się, czyja łapa biła tu stempel epoki – uboga gospodarka, czy jednak „góra”. Niechęć władz do piosenkarki nasila się; Trojanowska coraz bardziej śmiało parodiuje komunę. Na XIX Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu wali prosto z mostu Pieśń o cegle ubrana w ZMP-owski uniform z obowiązkowym czerwonym krawatem. Z zespołem Stalowy Bagaż wydaje pamiętną EPkę Przyda się do kartoteki, z grupą Jana Borysewicza (Lady Pank) album Układy. Teksty pisane dla artystki przez Andrzeja Mogielnickiego są jednoznaczną definicją epoki:

                  Jednak można tak żyć
                  Wciąż oddychać i karmić ciało
                  Bardziej istnieć niż być
                  W zawieszeniu po prostu trwać
                           Obce dni (1982)


   Wygrywa niemal wszystkie plebiscyty popularności, nakłady płyt rozchodzą się błyskawicznie, piosenki okupują czołowe miejsca list przebojów, sale koncertowe wypełnione są do ostatniego miejsca. Legitymację nr 1 jej gdańskiego fan clubu otrzymuje Lech Wałęsa. Ale nagrany z Tadeuszem Nalepą w ’82 Pożegnalny cyrk roku łamie cenzurę i ukazuje się z „niewielkim” opóźnieniem – jedenastu lat (‘93), gdy sława piosenkarki jest, wprawdzie żywo podtrzymywanym, ale mitem, a ona sama już tylko tą „jedyną science fiction, na jaką stać” było w tych latach polski „kosmos” . W ‘82 Trojanowska, z jednej strony atakowana przez „Solidarność” za puszczenie w telewizji występu w Sali Kongresowej, z drugiej ostrzegana przez władze za odmowę kolejnych – jej mężowi sugerowano zasilenie szeregów ZOMO – wybiera emigrację. Jakby sprawdziły się jej własne słowa sprzed lat. Gdy w jednym z wywiadów dziennikarka pytała ją, czy jest idolem „na dziś”, odparła: „Pracuję, uprawiam działkę, a dopóki będzie na to zapotrzebowanie, będzie pani przeprowadzała ze mną wywiady. Pani, pani koleżanki i koledzy. Ja dalej będę robiła s w o j e, chociaż być może bez tej publiczności, na której mi ogromnie zależy.” W pewnym sensie przypadek Trojanowskiej to obrona sztuki, która chcąc sztuką pozostać nie zgodzi się na żaden, najmniejszy choćby kompromis. Jak powiedziała Iza – „Trzeba żyć na sto, do końca”.
   W Polsce tnie komuna, W Wielkiej Brytanii „stateczna postać w kostiumie koloru stonowanego brązu i w naszyjniku z pereł energicznie powstaje ze złotego fotela, wyciąga rękę i przesłodzonym tonem pyta How do you do?” – jak napisał Tom Hibbert w „Smash Hits” . Kora: „Nie daję już rady / załączam przysiady, załączam przysiady” (Żądza pieniądza). Stalowe podeszwy uderzają, jak zwykle, w najsłabszych, czyli klasę robotniczą. Konsekwentne ograniczanie praw związków zawodowych wywołuje masowe demonstracje i zamieszki w najbiedniejszych dzielnicach Liverpoolu, Londynu i Manchesteru. Klub polski nie zostaje w tyle – w pierwszej połowie ‘82 zwolniono ok. 2 tysiące protestujących. Rośnie popyt na „małe tragedie” zwykłych zjadaczy chleba, w Wielkiej Brytanii cyklicznie nagłaśniane bombami podkładanymi przez IRA. Wśród takich decybeli proste szare życia przegrywane są dzień po dniu (u nas uzupełniane bonusami w rodzaju ZOMO). Kora: „Only this… Who will be stronger…” (You or me). Fala strajków w całej Polsce spektakularnie zwieńczona wakacjami w Stoczni Gdańskiej. Ale sierpień przeciąga się. W końcu władze głupieją i za bardzo nie wiedzą, z kim trzymać; „Czy mamy członków partii w Solidarności, czy Solidarność w partii?” – pyta „Trybuna Ludu”. W międzyczasie stają kopalnie, a Jaruzelski otrzymuje kolejne pozdrowienia z Moskwy zaniepokojonej, że ta nowa polska choroba może okazać się zakaźna i – na milion ałych roz – jeszcze rozejdzie się po bloku! Moskwa zapewnia generała o swym całooddaniu i że w każdej chwili może na nią liczyć. Gotowi są też pospieszyć starzy znajomi z NRD, a czechosłowackie rumcajsy już dostały amunicję… Polska to dom wprawdzie gościnny, ale co nam obca służba będzie usługiwać? Solidarność zadławimy własnymi wojskami. Breżniew: „No, dobrze – nie wejdziemy. Ale jak będzie trzeba – wejdziemy”. W grudniu ‘81 władza otwiera inspirowany ruskim folklorem ogień do polskich górników, masakra w kopalni „Wujek”. Determinacja społeczeństwa ściera się z realnymi obawami, by goście ze wschodu nie zechcieli przypadkiem stać się domownikami. Dlatego w ‘84 Jestem kobietą Kory, damska wersja Brothers in arms, rozlega się w każdym mieszkaniu. „Gdy zaczną strzelać za oknami będziemy w szafie żyć”… Neil Tennant: „Przemoc jest rodzaju męskiego”. W Wielkiej Brytanii panuje klimat wojny domowej: trwający dwanaście miesięcy strajk górników przeobraża się w walkę klasową bez precedensu w powojennej Europie Zachodniej. „Nasza krew zabarwiła węgiel”, śpiewa Sting. Tu wizyty UB nierzadko się przeciągają, a czasem kończą rewizytą na bliższych i dalszych posterunkach. „Nogi nogi setki nóg, tupią tupią tup tup tup…” Tam ochłapy, których nie tratuje upowszechniana prywata pochłania underground. Stacja King’s Cross chętnie bierze w opiekę przybyszów z północy wabionych ulicami brukowanymi złotem. Kora: „Bez litości bez ochłody / Gilotyna ścina głowy”. I tylko „ciemną nocą słychać piski” (Oddech szczura)…
   Może dopiero na tak przyspieszonych obrotach mogła się Wyspa zjednoczyć ze stałym lądem? Rywalizacja „klubów” Anglia – Polska motywowana różnymi pobudkami w praktyce oznaczała krew, pały w robocie i kule odskakujące od tarcz. To „nowy ład świata”, nawóz, na którym rośnie sztuka jest prawdziwy. „Więc wejdź w tę muzykę synu / idę tylko tak w stopy zimno” (Grzegorz Przemyk).

Bitwy do kolorowania -  Neil Tennant i Kora, rys. Aleksandra Perzyńska

 

Eksplozja

   Kora wyważyła drzwi nowej polskiej poezji – wolnej i pięknej, politycznej, ale niezależnej. Ponieważ „żyjemy obok siebie spokojnie do chwili / gdy gniew rozsadza formy, a treść eksploduje” (Eksplozja). Zaproponowany przez nią model wsparty był muzyką, która – jak napisał po latach Kamil Sipowicz – „była soundtrackiem do wielkich historycznych wydarzeń”. Jej teksty oglądane z perspektywy lat zdają się mieć tylko jeden poetycki punkt odniesienia – wiersze Wisławy Szymborskiej. (Jeśli teraz ktoś zamierza popukać się w czoło, powinien podnieść rękę trochę wyżej i się podrapać.) Obie skonstruowały wytrychy otwierające kłódki, na które XX wiek zamknął „plebsowi” oczy. Na przykład w ‘83 Kora pisze Zdradę, a dziesięć lat później Szymborska Nienawiść. „Wpisano zdradę w pocałunek, w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek” – śpiewa Kora. „Religia nie religia – byle przyklęknąć na starcie” – dopowie Szymborska. Zdrada: „Czai się snuje wślizguje wkrada”. Nienawiść: „Ma bystre oczy snajpera”. Zdrada: „Podstępne zimne oczy gada”. Nienawiść: „śmiało patrzy w przyszłość”… I można zrobić więcej takich kolaży. Reguły panują tu te same. Krytyka polityczna podana tak, że władza się nie skapnie, a lud się pozna. Sekret polega na tym, że panie piszą językiem, jakim mówi ulica. Przy czym nie ograniczają się do podłapywania go, ale podają gotowe do przyjęcia klisze. Łączą zużyte idiomy i frazesy w nowe jakości. Wiersze Szymborskiej wchodzą jak piosenki, piosenki Kory to wiersze, które się śpiewają. Tak jak Szymborska, Kora ma słabość do zadawania finalnych pytań o pierwszą przyczynę. „Kto powstrzymać może powietrze i wodę, kto Ziemi rozkaże cofnąć rozżarzoną lawę” (Eksplozja). To jej sposób na lata 80., „formy coraz ciaśniejsze” i życie, które tylko się toczy, „bez pośpiechu, bez uśmiechu i bez grzechu”, gdy „Saturn zimnem Ziemię smaga” (Szał niebieskich ciał). Takimi obrazami, lub bardziej bezpośrednio – „z ciemności w słońce, z ciszy w krzyk” (Raz dwa – raz dwa) – zaserwuje nowe instrukcje obsługi dnia dzisiejszego. Motto przewodnie: „Paranoja jest goła”. Kolejno ukażą się płyty Maanam ‘81, O! ‘82, Nocny patrol ‘84 i Mental cut ‘85. Są na nich kawałki, które elektryzują do dziś. Jak Parada słoni i róża, gdzie chyba niezamierzenie wyszedł paszkwil na sąsiadów. „Różo, różo wschodu / Różo, wonna różo”, a zaraz na arenę wkraczają tytułowe „słonie”, parada wzbija „fontanny piasku”, „chmury obłoków” i płynie „spieniona, spieniona lawa”. – „Czy to jest sen, czy jawa?” – w tej samej chwili „już milknie oddech” i „cichnie śmiech”. I im więcej mija lat tym mniej dziwi, że piosenkę wstrzymywała cenzura i że słonie kojarzyły się władzy z radzieckimi czołgami w Afganistanie…
   Dobra piosenka to prawdziwa twarz wiersza. Mimiką jest dyscyplina. Tu nie przejdą przeintelektualizowane wywody superego. Teren, na którym jedno słowo kompozycja zamienia główne „osiągnięcia” współczesnego wiersza w „roznoszone podmuchem” nowatorstwa „wióry spod posągów” i „odpadki wielkiej na wyżynach Ciszy” – by posłużyć się obrazowymi metaforami z Platona Noblistki. Jest to zapewne trudna do przyjęcia prawda, ale nie telewizja i te „straszne” media, ale sami poeci zgubili poezję. – „W dzisiejszych czasach ludzie myślą, że aby być artystą trzeba bardzo, ale to bardzo otwarcie wyrażać swoje uczucia – mówi Neil Tennant. – Ale dla mnie sztuka musi mieć odpowiedni poziom, żeby była sztuką. Tworzysz coś; nie wystarczy stwierdzić, że to „jest, jakie jest” i tyle. Sentymentalne wynurzenia tuszują i zakrywają niedociągnięcia i tandetne wykonanie utworów. Nie uznaję czegoś takiego.”

 

 

'80' - rys. Aleksandra Perzyńska

 

Bój się teraz ty Kreonie, nie zaśniesz przeze mnie…

   Potrafiła koszmar przetłumaczyć na sen. Jej „śpij spokojnie śpij, oddychaj głęboko, śnij różowo śnij” to było więcej niż słowa, to był ludzki odruch. Wydany wówczas Nocny patrol już od roku, w anglojęzycznej wersji, był na rynku zachodnim. Przynosił mroczny obraz. Na czarnej okładce Kora ma półotwarte usta, jakby w oniemieniu, ale jej oczy przesłaniają wielkie czarne okulary. To jej „I wear my sunglasses at night” na „szepty, krzyki, cienie, patrole równające krok”. To, co zobaczyła, widzimy po włączeniu płyty. W 1984 cała Polska powtarza: „Czekam na wiatr, co rozgoni ciemne skłębione zasłony…” – „Płyta absolutna. Jedno z najważniejszych wydarzeń w polskim rocku” – można przeczytać w magazynie „Brum” prawie piętnaście lat później. – Opowieść, której trzeba wysłuchać”.

                  Co to za dom, fundamenty w nim drżą
                  Brat bratu gardło podrzyna
                  Jest zawsze rola dla Kreona
                  Jest heroiczna Antygona


   Rok 1984 okazuje się „orwellowski”. Kora, mimo gróźb odmawia występu w Pałacu Kultury z okazji zlotu Komunistycznej Młodzieży, w którym ma uczestniczyć ówczesny premier ZSRR. Maanam znika z radia i telewizji. Z anteny Wolnej Europy dochodzi informacja, że zespół jest aresztowany. Sytuacja przeciąga się na kilka miesięcy. W końcu pod ogromnym naciskiem ze strony fanów muzycy zostają „odwieszeni”. Wydany w ‘85 Mental cut był „stanięciem na raz” i „twarzą w twarz” z ciemnym słońcem. To właśnie na tym albumie znalazł się Kreon, chyba najbardziej znany polski wiersz o stanie wojennym.

                  Od tysiącleci nic się nie zmienia
                  Te same żądze te same pragnienia
                  Gdy wszystko stracisz a lud się odwróci
                  Za późno będzie, by do życia wrócić


   Za Korą stoi już ten lud. Domaga się kolorów i wie, że od niej je dostanie. To ona w ’83 napisała „superkillera” komuny Kocham cię kochanie moje. Wtedy to nie był tylko erotyk rodem z Jasnorzewskiej – to było opium, głos z innego świata, świata bez Kreona. „To polana w leśnym gąszczu schowana”, „to sad wiosenny, rozgrzany i senny”. „To rozstania i powroty i nagle dzwony dzwonią”… I ten miłosny, po prostu miłosny, szlagier stał się „panem cogito” dekady. „Zawsze coś wynajdziemy, żeby stworzyć sobie wrażenie istnienia” (To jest z Czekania – oczywiście – na Godota).

 

Thatcheryzm wg Tennanta, czyli o czym szumią wierzby

   Wprawdzie nie musi borykać się z cenzurą, chce jednak doprowadzić do tego, że jego teksty będą znali na pamięć ci, których one wyśmiewają i ci, których oskarżają. Udaje mu się: Opportunities nucą yuppies w City i dzieciaki na przedmieściach. Tak samo parę miesięcy później w domach na peryferiach Londynu rozlegać się będzie „Stałeś z mazakiem na przystanku podmiejskiego piekła”, a już na komisariatach policji: „w oddali policyjny radiowóz – pryśnie czar przedmieścia” (Suburbia). Tak jak Kora, Tennant bierze stronę zwykłych obywateli. Nierzadko są wśród nich ludzie z najniższych warstw społeczeństwa. Oczywiście, kiedy woła „Rozbij szybę w ratuszu” nie idzie o namawianie do tego, co prawo zabrania, ale pokazanie go z obu stron naraz. Na ile warunkuje je pięść w kieszeni – „Ja tylko chciałem czegoś innego niż to plątanie się bez celu” – a na ile papierowe „możliwości” z wizerunkiem monarchini. „Gdzie policjant kiedy trzeba zwalić winę na telewizję?” – „Policja ma pełne ręce roboty, wyłapując urwisów i rozbijając im bębenki uszne” – donosi Sue Townsend w Sekretnym dzienniku Margaret Hildy Roberts lat 14 ¼.
   Za przebojami Pet Shop Boys kryły się napisane z niekłamanym zaangażowaniem teksty. Za lekką muzą ciężki kaliber wsparty prostymi argumentami. Realia w opakowaniu z londyńskiego domu mody i aurze drogich perfum. Pierwsze albumy Please i Actually były jak pomost pomiędzy dwoma światami. Co to mogło dać dzieciakom z rodzin robotniczych? Proste: jeśli o nich śpiewa ten gościu w cylindrze, znaczy trzyma z nimi, czyli – jest wyjście. Tennant, oczywiście, nie zamierza zatrudniać się w roli misjonarza rocka. Bez zbędnego patosu odrapuje doktrynę pani Thatcher z pozłoty, za którą jest czarno od węgla i wilgotno od potu. Jeżeli o piosenkach Pet Shop Boys mówi się dziś, że stworzyły „najzgrabniejszy muzyczny demontaż thatcherowskiego snu” („The Guardian”) jest to zasługa tekstów Tennanta. Ale, parafrazując Suburbia, warto się zastanowić „cóż to był za sen, że tak łatwo go zniszczono?”

 

Totalna prywata

   Były to lata fatalnych zestawień. Nouveau poor, jak to określiła Townsend. Można se było. Chyba wzorem Adriana Mole’a czytać Ciężkie czasy Dickensa na zmianę z Położeniem klasy robotniczej w Anglii Engelsa. (Dickensa zresztą mieliśmy też w Polsce i to live.) Reformy pani premier to nie był żaden nowy kręgosłup, ale stara proteza podtrzymywana super promocją nierówności. Thatcheryzm okazał się tragedią dla klasy nieuprzywilejowanej. Na północy padają całe gałęzie przemysłu, masowo zamyka się kopalnie, huty i stocznie. Wspiera się służbę zdrowia, ale prywatną. Gra jest podjazdowa, a usta Thatcher składają się w magiczne „żyć dla bliźnich, oto maksyma, jaką się w życiu kieruję” (jak mawiał Ropuch w O czym szumią wierzby). Równocześnie następuje prywatyzacja całego państwa. Miliony osób staje się współudziałowcami, wielu po raz pierwszy. Do końca pobytu pani premier na Downing Street liczba sprywatyzowanych dużych zakładów państwowych wzrosła do 50, a udziałowców do 11 milionów. Buduje się nowe centra handlowe, Londyn rewitalizuje stare doki, w których powstają nowoczesne apartamenty i biurowce. Ale w opiece społecznej Mole zaczyna rozumieć, dlaczego tutejsze krzesła są przyśrubowane do podłogi. „Kupujemy i sprzedajemy waszą historię – śpiewa Tennant. – Jak to robimy, żadna tajemnica / Sprawdzamy w City, potem zmieniamy prawo” (Shopping). Bogaci stają się jeszcze bogatsi, biedni – biedniejsi. Thatcher trzyma się starej dobrej zasady „wasza strata – nasz zysk”. Afirmacja wolnego rynku wyłania pokolenie yuppies, młodych ludzi robiących błyskawiczną karierę w biznesie według prostej i logicznej matematyki: „I've got the brains” + „You've got the looks” = „Let's make lots of money”. „Zastanawiam się, do jakiego stopnia można zgłupieć” – rozważa Adrian Mole.

 

Target na szczęście

   Szkicowana na Please, pierwszej płycie Pet Shop Boys, taryfa szczęścia wyrabianego przez rząd pani Thatcher, choć nie była ulgowa, była do przyjęcia. Ale na Actually Neil Tennant poddał tę pełnię pod mikroskop. No i wyszło, że fart ma cenę produkcji i cenę zbytu, a między nimi jest przepaść. Różowy horyzont stopniowo zaczął blaknąć. Niebo nie było już nawet niebieskie, bo wszystko wzięło we łeb, gdy nagle pokazały się czarno-bure chmury wychodzące z kominów fabryki, gdzie wyrabiano łaskę. Oskar Wilde powiedział, że „ciężka praca jest stworzona dla ludzi, którzy w przeciwnym razie nie wiedzieliby, co począć z życiem”. OK, ale gdyby przypadkiem wiedzieli, a tylko prosperity nie dała się zatrzymać? Choćby na tę chwilę, by przyszło im to do głowy… W końcu jednak przyszło. Na placu Trafalgar, gdzie wiece stanowią taką samą codzienność jak zmiana warty w pobliskim Buckingham. „Można by powiedzieć, że tak naprawdę to właśnie tam rząd pani Thatcher stracił władzę – mówi dziś Tennant. – Trochę się to idealizuje, a jednak to fakt, że ludzie od zawsze zbierają się razem, po to, by odmienić swój los”.

                  Ogarnięty nostalgią
                  w kolejce na przedstawienie
                  Wracam na Trafalgar
                  Jeden całus i lecę
                           Up against it


   W ‘74 Margaret Thatcher pisała w „Daily Telegraph”: „Niech nasze dzieci rosną wysokie, ale niektórym z nich, jeżeli mają taką szansę, pozwólmy być wyższymi niż pozostałe”. Dziesięć lat później Neil Tennant uprzejmie objaśnił zasady, na jakich ta idea była realizowana w praktyce: „jest tyle możliwości / jak ich nie ma można je stworzyć (Wymyślać nowe reguły, łamać te, które są)” (Opportunities). Pokazał jaki jest target na szczęście, gdzie trwa jego permanentna promocja, a następnie narysował komiks o procesie wyrobu i wyszło, że emocjonalny jogging bierzemy za miłość. „O tej porze” – gdy „na zewnątrz już świta i chyba zaczęło padać” – dobre jest wszystko byle uciec przed sobą. – „Niepotrzebna rozmowa, kiedy jedziemy do domu / Tylko tak weź mnie w ramiona; wiem, to nie znaczy kocham”. Potem „gasimy wszystkie światła i nie myślimy już nic” (I want a lover). Błędne jest nakładanie Pet Shop Boys smyczy z identyfikatorem „ironia”, do czego często ogranicza się krytyka. Przyłapywanie na preparowaniu prawdy i wskazanie, gdzie jest pies pogrzebany to nie ironia. – „Można się spierać o to, czy Pet Shop Boys nie zdefiniowali i opisali lat osiemdziesiątych lepiej niż jakikolwiek powieściopisarz, malarz czy reżyser filmowy – zauważa Michael Bracewell („The Guardian”).

 

Kapitalizm z premią

   Wydany w 1987 roku Actually przynosi przede wszystkim pierwszy wiersz o AIDS (It couldn’t happen here), głośne „wspomnienia” z chłopięcej szkoły klasztornej (It’s a sin) i, przywodzący na myśl Marilyn Monroe, Rent, którego równanie „I love you, you pay my rent” wchodzi do języka obiegowego. Longplay zamyka King’s Cross. Większość osób wiąże tekst ze zdarzeniami ‘87, kiedy w pożarze stacji zginęło trzydzieści jeden osób. A jednak utwór powstał zanim wydarzyła się tragedia. – „King’s Cross to stacja, na którą trafiasz przyjeżdżając do Londynu z północnego wschodu, najbiedniejszej części Anglii, w poszukiwaniu szansy – mówi Tennant. – W okolicach King’s Cross jest duża przestępczość – prostytucja, narkomani, podchodzi do ciebie masa trampów. Tak sobie pomyślałem, że to metafora Brytanii – ludzie przyjeżdżają do tego miejsca, czekają na szansę, która się nie trafia, czekają w kolejce po zasiłek albo po jakieś dokumenty opieki zdrowotnej. To jest o tym, jak niszczone są nadzieje. Możesz przeczytać książkę o tym, co powinieneś zrobić, napisać list do gazety i dalej nic się nie stanie, ponieważ nikogo to nie obchodzi.”

                  Właśnie ostatniej nocy zostałem zgubiony
                  gdzieś tam przy stacji zwanej King’s Cross
                  Po obu stronach zabici i ranni
                  Wiadomo że to tylko kwestia czasu
                  Byłem dobry i byłem zły
                  Byłem winny że się tam plątałem


   „To gniewny utwór o thatcheryzmie – ciągnie Tennant. – Pani Thatcher obiecywała twardy rząd, a ja interpretuję „twardą rękę rządu” dosłownie, jako fizyczne uderzenie kogoś. Właśnie to zwykle oznacza twardy rząd – uderzasz w najsłabszą osobę, „człowieka z końca kolejki”. Myślę, że jest coś biblijnego w „właśnie ostatniej nocy zostałem zgubiony”. To jak epicki koszmar. Wersy „po obu stronach zabici i ranni…” są kolejnym odniesieniem do AIDS. W zakończeniu pojawia się jakiś detektyw, kogoś szuka i na końcu linii metra jest to mityczne miejsce, King’s Cross, miejsce z którego nie ma wyjścia, tylko śmierć. Gdzie umiera każda nadzieja. A ja mówię, że czekanie nie wystarczy. Musisz się wyrwać. Musisz reagować, zacząć rewolucję.”

 

 

Domino dancing - rys. Aleksandra Perzyńska

 

Nowe szaty cesarza

   Robiąc przymiarki thatcheryzmu na zwykłych obywatelach Tennant powiedział: „król jest nagi” i wskazał żelazne nożyce krawcowej. Kroiły kapitalizm z premią, czyli prawo dżungli. Doktryna Thatcher ratując kraj od ekonomicznej klęski godziła w społeczeństwo. Trudno oceniać, na ile pani premier zdawała sobie z tego sprawę przez 11 lat „mieląc kredę i dodając ją do mąki” . W końcu w kontrowersyjnym wywiadzie dla gazety „Women’s Owe” (‘87) stwierdziła, że nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo… Cóż, „wielkie bzdury mogą się niż zdrowa myśl rozwijać ładniej” i „wciąż na nowo ktoś widzi w tym czysty zysk” – śpiewała – jak najbardziej u nas – Iza Trojanowska. Papier przyjmie wszystko, my – nie. W Anglii lat 80. cali i zdrowi przetrwali najsilniejsi, słabsi już nie tacy cali, a o zdrowiu w ogóle szkoda gadać. Pani Thatcher deklarowała plan „face reality”, czyli chęć skonfrontowania społeczeństwa z rzeczywistością, co jej wyszło bardzo dobrze, a społeczeństwu bokiem. Bez wątpienia przywróciła Wielkiej Brytanii status mocarstwa. Pytanie tylko, co to za mocarstwo, które swych obywateli ma w czterech literach i reaktywuje system niewolniczy wypróbowanej relacji sługa – pan. „Co to za dom, fundamenty w nim drżą, brat bratu gardło podrzyna…” Postanowiła sama rozporządzać „szczęściem i pechem”, które „czekały w kolejce”. I Tennant ma rację, gdy mówi w King’s Cross: „to nie tylko kwestia czasu, to coś więcej”…
   Możemy sobie dziś gdybać, czy nad Tamizą żyło się w latach 80. lepiej niż nad Wisłą. Myśmy też mieli swoje „face reality”, choć na codzień mieszkaliśmy w strefie kitu wciskanego w oporne uszy. Anglia serwowała swoim, powiedzmy, watę. Zmierzch tego boga trochę przypomina inne czasy, o których śpiewa Tennant w Don Juanie:

                  Znaleźliśmy się w impasie
                  z nauczycielem bogatych (…)
                  Koniec końców gdy się wszyscy pozrzekali
                  serca i myśli oddając dla sprawy
                  Król Zog wraca z wakacji, Magda Lupescu jest siwa
                  a król Alexander w Marsylii leży martwy


   No właśnie, madame Lupescu jest siwa. A jeśli nad rozlanym mlekiem nie ma co płakać, to co dopiero nad niebyłym .

 

Tekst: Eryk Ostrowski
Ilustracje: Aleksandra Perzyńska

Tekst jest fragmentem monografii Neil Tennant: „Angielski sen”, pierwszej książki poświęconej literackiej twórczości piosenkarza

Projekt realizowany przy pomocy finansowej Funduszu Promocji Twórczości

Cytowane utwory Neila Tennanta przełożyli Eryk Ostrowski / Anna Ostrowska-Paton.
Teksty Kory za zbiorowym wydaniem Maanam – Simple story (Kamiling Co. / EMI, 2005) i dwujęzycznym tomikiem wierszy Krakowski spleen (Miniatura, 1990).
Teksty Tennanta za autorską stroną petshopboys.co.uk.
Wypowiedzi Tennanta przełożyły: Anka Widlarz, Anna Ostrowska-Paton, Danka Sperczyńska.

 


Wstecz

władza i pop, lata 80 - Neil Tennant, Kora, (Pet Shop Boys, Maanam)