* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3-4 (37-38)
         GRUDZIEŃ 2009
         ISSN 1505-1676
sylwetka
wstecz

Józef Baran

Korespondencja z Jankiem


   Janek Rybowicz przemknął przez światek literatury polskiej jak meteor. Tak się składa, że byłem akuszerem jego dzikiego, nieposkromionego talentu, drukując mu w tygodniku krakowskim „Wieści” pierwsze wiersze i opowiadania. A potem widziałem jego gwałtowny rozwój, sukcesy wydawnicze, pochwalne głosy krytyki (m.in. Artura Sandauera, któremu podsunąłem książki Janka), jego zachłyśnięcie się sukcesami …ale także niestety klęski osobiste związane z alkoholizmem, samotnością, niełatwym charakterem.
   Bywałem u niego w Lisiej Górze i on bywał u mnie w Krakowie i Borzęcinie. Wymienialiśmy listy. Te listy z jego strony miały charakter informacyjny, psychoterapeutyczny, literacko-użytkowy. Ratował się nimi przed samotnością, dowartościowywał się dzięki nim w chwilach, gdy dokuczała mu depresja, gdy doskwierało mu prymitywne piwno-wódczane towarzystwo, od którego nie umiał się opędzić; brak kobiety, dziecka, samotność własne odbicie w lustrze – człowieka paradoksalnego, skłóconego z sobą, z Bogiem, ze światem. Był jak niebo zamknięte w brudnej sadzawce.
   W wyjątkowych chwilach szczerości pisał mi o tym. Kochałem go. Fascynował mnie, a potem machnąłem na niego ręką i uznałem, że jest nie do uratowania. W końcu widziałem jak się pogrążał i nie byłem w stanie mu podać ręki, bo nikt nie był w stanie… nawet własna matka, nawet… on sam.
   Pewnie lubił i cenił mnie, na swój Rybowiczowski sposób, skoro raz pouczył barmana w knajpie, gdzie go szukałem: – „Barania głowo, zapamiętaj i nie mów nigdy więcej, że szukał mnie tu „taki mały”. To wielki człowiek tylko niedużego wzrostu… Ty głąbie kapuściany!” Przemknął przez niebo jak meteor i spadł… Na szczęście – dzięki piosenkom Krzysztofa Myszkowskiego i SDM - nie jest dziś dla młodych, wrażliwych ludzi - martwym kamieniem. Podnieśli go i …świeci im w rękach.

 

Józef Baran

Wstecz

sylwetka