* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3-4 (37-38)
         GRUDZIEŃ 2009
         ISSN 1505-1676
Józef Baran - wersja słoweńska Józef Baran - wersja serbska Józef Baran - wersja czeska Józef Baran - wersja polska literatura polska, poezja polska
Józef Baran
o autorze
wstecz

Józef Baran

Niezazadługo

niezadługo
bezinteresowność
będzie podejrzana

może grozić jej nawet więzienie
za demoralizujący wpływ na
kapitalistyczne otoczenie

niezadługo
Chrystus zostanie skazany zaocznie
na powtórne ukrzyżowanie

a poezję
skażą na banicję
za destrukcyjne odwracanie uwagi
wydelikacanie wrażliwości
i rozbudzanie pięknymi metaforami
niezdrowych
fantazji
nie mających pokrycia
w czekach
ani tym podobnych
papierach wartościowych

 

Wybiegi

niektórzy wierzą
że przyjdzie Ktoś
i da im wolność:
Napoleon Elvis Presley
Jan Paweł II

nie wiedzą
że z wolnością człowiek się rodzi
lub nie

jedni nawet w więzieniu czują się wolni
spuszczają linkę wyobraźni
i mają wybieg na cały glob

drudzy żyją na
krótkim łańcuchu
jak wiejski burek przy budzie:
z kagańcem tresury
z kneblem konwencji

 

2

jednym nie wystarcza
wybieg
stąd do księżyca

drugim droga
za las i z powrotem
wystarcza na całe życie

w końcu i tak
pogodzi wszystkich
ciasny horyzont
2 na 1

(pod warunkiem
iż jesteśmy jednowymiarowi
i nie mamy duszy
rozciągliwej
Stąd-Do-Wieczności)

 

Z cyklu „Wiersze brazylijskie”

Koniec podróży

byłem prestidigitatorem

z wirującymi
nad głową piłeczkami
żonglowałem
miastami
      twarzami
            gwiazdami
wprawiając w ruch siebie
i krajobrazy:
Brasilia
      Kurytyba
            Porto Allegre
                  Santo Angelo
                        Guarani das Missoes
                                    Sao Paulo

kręciło się w głowie
rozgwieżdżone planetarium nocy
z Krzyżem Południa
i księżycem do góry nogami

obracała się karuzela
odświętnych dni
a każdy był
jak tamte z dzieciństwa
niespodzianką

wtem

rzeczy
spadają na stałe miejsca
karuzela wstrzymana w pędzie
samolot zderza się na powrót z Okęciem
świat zwyczajnieje
zwija się w kłębek globusa

słońce gwiazdy księżyc
wracają na stare miejsca

dom z żoną biurkiem wracają
na stałe miejsca

nieruchomieją
kalejdoskopy krajobrazów

i ja
nieruchomieję
przestaję się mienić
pienić
stroić w cudze piórka
odzyskuję ważkość
ziemię pod nogami
zwijam się jak wiórek
wokół własnej osi

piłeczki
uwalniają się spod moich palców
zmieniając orbity

 

Z globalną maską

wymontować z człowieka
wrażliwość
wtedy już nic
nie przeszkodzi mu
by stał się
idealnym
automatem
do życia

coraz ich więcej
nowoczesnych
wielofunkcyjnych
doskonale urządzonych

z otworami na oczy
uszy
nos

z globalną maską na twarzy

Hotel Cesar Business w Sao Paulo, wrzesień 2009

 

Staruszkowie w Guarani das Missoes

Szybko zapada słońce
W Guarani das Missoes
Gdzie piję herbatę na werandzie
z Kaźmirzem i jego siostrą Marią

Chcą bym opowiadał o Polsce
której nie widzieli i nie zobaczą
Przywiózł im ją w sercu dziadek
do Guarani das Missoes

Ona od dziesięciu lat sama
On od czterech dni wdowiec
„Zobacz jakie to życie krótkie,
i jak samotny w końcu człowiek!”

„Wiem bracie jak ci ciężko
sama to przeżyłam” – wzdycha ona
Słońce jest coraz niżej i niżej
W Guarani das Missoes

---------------------------------------------------

Staruszkowie w oczach mi nikną
Już rozmawiam z ich cieniami…

Staruszkowie w oczach mi nikną
Już rozmawiam z ich cieniami

W Guarani das Missoes…

 

Refleksja pobrazylijska

Polska
kraj w sam raz
na moją miarę

Widocznie nie jestem Człowiekiem
Wielkiego Formatu

1,64
w butach Tatr
i w kapeluszu z Bałtyku

 

Józef Baran

Wstecz

literatura polska, poezja polska