* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3-4 (37-38)
         GRUDZIEŃ 2009
         ISSN 1505-1676
literatura czeska, poezja czeska

o autorze
o tłumaczu
wstecz

Jonáš Hájek

* * *

zdania tylko tak narzucone
tynk wieczoru
zacięte haczykiem do przeciwległych ust

podczas gdy pisze w głowie spowiedź
podczas gdy wypadły nit
podczas gdy panierka podstawowych pojęć
podczas gdy rozplątać żyłkę raz zaplątaną w wierzby
podczas gdy być na brzegu równocześnie w łodzi
podczas gdy rozpuszczona sekunda
podczas gdy ufnie się odwraca, patelnia
podczas gdy żar wciąż jednakowy
podczas gdy zwija jezioro skrzypiących oczu
podczas gdy kurs czystego roztworu / w czystym roztworze
podczas gdy nigdy nie użyte słowo

silniki tylko ledwie ledwie zapalone
w sieciach / sieniach popękanej ładowni
piłki tylko tak podane

 

Telefon

Czego chciał ten pijak, że dzwonił?
Chciał się spotkać? I czemu był zmieszany?
Mówił tylko odlegle i jakby z dołu,
podczas gdy ja byłem odkrywany.

Albo chciał nagle ruchliwym głosem stłuc
mój dioptryczny uśmiech, który zgasł?
Nie – to moje echo, które doszło tu,
w słuchawce brzmiało zamiast nas.

 

Bianko

Przestajesz wierzyć, że zwiększy swoją masę
podczas jazdy metrem w śniącym futerale masek
niewidzialny papier, który po prostu przyszedł
schodami wraz z kiwającym się listonoszem

jak umowa do podpisu, jak w wychodku,
kiedy zwolna zbliżasz się do wody w środku,
zagryzione wargi, wiesz, to mogło być wspaniałe,
napięty za podróżującymi ciałami –

raczej czekasz, żeby (chociaż krótko) przemówił,
gdybyś go w gorącej, gęstej kąpieli zanurzył
w zbiorniku, do którego z różnych stacji spływamy
krwią, która kapie szczeliną drobnych ranek.

 

Wycieczka

Mówić to jest czasem zapaść bycia,
powiedziała, nie myśląc o tym wcześniej.
Myśleć to ryby zatrzymane w sieciach,
uzupełnił w duchu lecz tego nie powiedział.

Tylko muzyka gdzieś się wznosi czasem!
krzyczeli głuchym głosem wśród kamieni.
A zwykły wiersz spływa inną trasą –
pot nienarodzonych czół przemilczały kroki.

2005

 

Ruch przeciwny

                           dla A.

Przywieźli trawnik i ściany ciężarówki
były przez godzinę bezczynnie otwarte.
Właśnie z lubością dotykasz spiral,
łaskoczesz frędzle na odkrytym końcu,
rozpaloną piętę przyszłego zawodnika.

„Było to w telewizji! Po południu
jakby wyleciało z okienka tramwaju.”
Rozległym parkiem pędzi teraz w stronę mostu.
Co jeszcze się zawinie znowu z filmem,
który ujął naszych śmiejących się znajomych?

 

Dzielnica

                           dla Vita Slivy

Ulica ze sklepem nocnym jak zwieńczona wanna,
którą ktoś wypełnił od dołu po sam dach.
Z drzwi lokali wypływa mydło, gra jest grana,
tu i tam wypieni się kilka okien na piętrach.

Skryjesz się na podwórku, gdzie znikły napisy,
nawieźli tu żwiru. Pod ganek, gdzie się patroszy.
Stopniowo gaśnie, tylko lampy-jaspisy
pozostaną nietknięte i brzytwa wyskoczy.

Jej blask zabije zdumione trotuary w ciszy.
Ty jednak jesteś skryty w ciemności jak w niszy.

 

Przyjście

„Znów sobie lejesz. Ten sztuczny uśmiech.
Tobie chyba było mało wczorajszych połówek.
Nie szczękasz zębami, więc wyłączasz światło.

Ja wiem, jak baranek, kiedy tępym nożem... Puść mnie.
Lepiej zdejmijmy okrycia. I ty mi powiedz na co
się zgadzamy.” – „Na martwy nagłówek?”

 

* * *

Gryzę swoje skrzydło. To będą krzywe linie.
Jak podczas lotniczych dni.
Jak dziewczyny kiedy skaczą na trampolinie,
jak na święcie latawca. W studni –

Gryzę się, chociaż właśnie zaczynam latać.
Nie mogę złapać – niespodzianie – kierunku.
Ech, czy nie będzie ciekawe poczekać,
jak wyląduję? I na którym posterunku?

Studnia jest sucha i zimno smoczątku.
Nie ogniem, sobą bije powietrze.
Impuls już leciał wcześniej – w porządku.
Więc będzie nas dwóch. Ciało i ja. Już nie trzech.

 

Jonáš Hájek
z języka czeskiego przełożył Franciszek Nastulczyk

Wstecz

literatura czeska, poezja czeska