* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3-4 (37-38)
         GRUDZIEŃ 2009
         ISSN 1505-1676
literatura chorwacka, poezja chorwacka

o autorce
o tłumaczu
wstecz

Kristina Kegljen

Delijo, obróć się

Podczas gdy zlizujesz mi z palców ten słodki miód
Ja pytam się, gdzie znikają te puszyste wiosny

Delijo, obróć się
Przyłącz się do lata jednym zamachem spódniczki
Gdyż, Dalijo,
Nie jesteś chamem urodzonym z jednym palcem mniej lub więcej

Może jesteś dziewczyną pin-up ze wstążką w ciemnych włosach
Może blond gwiazdeczką

Delijo, zejdź z choppera
Dotarłyśmy nad Grand Canyon
Stąd bierze się pejotl i gna za wilkami

Tutaj nie ma rozwierania nóg i ocierania biodrami o stalowe pręty
Jesteśmy teraz dumnymi właścicielkami tych okolic
Gdzie królowa zaprasza nas na herbatkę o 5
I ciastka

Daleko teraz zimy w skórach i arafatkach
Nie ma obwarowywania się w pokoju z ciemnozielonymi zasłonami
Ostatni wspólny papieros
Rakiję daję ci z ust do ust

Powiesimy się tylko jedną ręką o głaz
I będziemy wrzeszczeć

Grajcie nam florydski death-metal
Grajcie nam old school

 

Nylonowe suknie

Chodziliśmy chowając się przed zapachem wiatru
Jak przed czerwonymi plamami na majtkach
Przywoływali duchy ukryte w
Korzeniach włosków na rękach które
Szczerze stawały dęba na każdy safoński dotyk
Czy jeszcze lepiej – pocałunek

Chłopcy mają na sobie nylonowe suknie
Trzęsą udami i
Instalują sobie sztuczne rzęsy

Tej nocy publiczność kabaretu niecierpliwie ich wyczekuje

Przedstawią się jako trzech króli
Ich bawełniane włosy reflektować będą
Bezwarunkową miłość

Ojcowie wśród publiczności iskrzyć się będą ku kelnerkom
A matki wyczekiwać chwili by móc wreszcie pójść do toalety
Napudrować nos i pociągnąć jedną czy dwie linijki

Tak to już jest z dziećmi indygo

Nigdy nie wiadomo, czy wolą bardziej cukier biały
Czy brązowy.

 

Poczerniliśmy śnieg, a on nadal się bieli

Wszyscy źli chłopcy ukradli atrament z biura adwokata
Mazali nim po rysach po twarzach
Bejbe, jak ma na imię twoje ego alter?

Patrz, jak z lekkością pęka śnieżna skorupa
Bije od niej jakaś turbofolkowa jasność
Jakiś smród dymu z wędzarni
Jakąś zadymioną opłucną

Czyż to nie kurwy ponoszą winę za lokalne ulewy
I niepłodną ziemię
I usunięte dzieci
I spadek PKB?

Rozwierasz się jak pawi ogon
Tylko że
Jesteś przezroczysty i bezbarwny
Cuchniesz wilgocią
Leżysz nagi bosy zadźgany na śniegu
Puszczasz wszędzie wokół siebie czerwoną kałużę
To menstruacja, co?

Osobniki twego pokroju nie zdychają z lekkością
Z lekkością, z którą bieli się śnieg
Lekkością, z którą ty go czerwienisz

Mamo, poczerniliśmy śnieg, a on się nadal bieli

 

Kristina Kegljen
z języka chorwackiego przełożył Łukasz Szopa

Wstecz

literatura chorwacka, poezja chorwacka