* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3-4 (37-38)
         GRUDZIEŃ 2009
         ISSN 1505-1676
sylwetka
wstecz

Listy Jana Rybowicza do Józefa Barana

 

Lisia Góra 25 listopad 1977 rok

 

                                                               Pan
                                                               Józef Baran Redakcja „Wieści”

 

Szanowny Panie!

   Trudno mi wymienić wszystkie powody, dzięki którym ośmielam się pisać ten list. Sądzę, że staną się one zrozumiałe dla Pana po jego przeczytaniu. Nie wątpię, że zna Pan trudności, jakie zawsze związane są z początkiem wspinaczki na szczeble literackiej drabiny. Mam je także. Do rzeczy. Jestem młodym pisarzem, (jeżeli moje dotychczasowe skromne sukcesy literackie upoważniają mnie do używania tego tytułu!), członkiem tarnowskiego Klubu Młodych Pisarzy. Mam 28 lat, od czternastu lat mieszkam i pracuję w Lisiej Górze, podtarnowskiej wsi. Pewnym ludziom, skłonnym do porządkowania i szufladkowania, młody twórca mieszkający na wsi nieodparcie kojarzy się z tak zwaną twórczością ludową. Nic bardziej mylnego, uproszczonego i fałszywego w tym stwierdzeniu. Ja osobiście – skłaniam się raczej ku poezji filozoficznej, intelektualnej, jeżeli już uprzemy się przy podziałach. Powiedziałbym nawet – poezji kontestującej, gdyby nie to, że termin ten stał się już zbyt modny, zbyt pojemny, i dlatego nic już nieznaczący! Gdybym natomiast chciał przykleić sobie etykietkę „poety zbuntowanego”, byłoby to odkrywaniem prawd oczywistych, gdyż w  k a ż d e j, myślę o chociażby przyzwoitym poziomie, poezji jest ziarno buntu, powinno być! Wszak Pan nawet w swoim wierszu „Płyta” b u n t u j e się przeciwko archaizmom obowiązującym w naszym szkolnictwie, schematowi nauczania, skostnieniu programów szkolnych, bezmyślnemu powtarzaniu przebrzmiałych prawd – ogłupiającemu, groteskowemu puszczaniu ciągle tej samej, starej „płyty”!
   Kontynuuję. Obecnie przygotowuję do złożenia w Wydawnictwie Literackim swój pierwszy tomik poezji. Moja pierwsza powieść współczesna „smaży się” w tymże wydawnictwie od ładnych kilku miesięcy. Chciałbym, aby większa część maszynopisów moich wierszy składających się na wspomniany tomik miała podkładkę w formie druku w prasie. Od chwili debiutu prasowego (18 listopada 1976 – późny debiut!) publikowałem w „Prometeju”, „Gazecie Południowej” (Kronika Obecnych prowadzona przez Henryka Cyganika), „Życiu Literackim” (dzięki Pani Wisławie Szymborskiej)… To ważniejsze publikacje. Wygrałem dwa konkursy poetyckie, w tym jeden ogólnopolski – główna nagroda. W sumie – moje nazwisko na naszej giełdzie literackiej nie znaczy  j e s z c z e (!) nic.
   Ośmielam się przesłać Panu dwa swoje wiersze – „Oswojony przez śmierć” i „Życiorys”. Jeżeli uzna Pan, że kwalifikują się do druku w Pańskim „Spotkaniu z wierszem”, bardzo, bardzo o to proszę!!! I proszę o, pozwalam na i akceptuję z góry każdą Pańską ewentualną korektę tych wierszy, oraz (jeżeli to konieczne!) krótki, nie zmieniający wymowy utworu – skrót w wypadku nie zmieszczenia się moich na przestrzeni, jakę [sic!] Pan dysponuje w „Wieściach”. Proszę mnie źle nie zrozumieć, Pańska ugruntowana pozycja „profesjonała” w poezji (czytałem pochwalne recenzje Pańskiego ostatniego tomiku poezji, czytałem!) sprawia, że ewentualna „ingerencja” w materię moich wierszy nie przyniesie im ujmy, jak sądzę!
   Kończąc oddaję swoje życie (literackie) w Pana doświadczone ręce. Błagam – proszę o mnie nie zapomnieć! Serdecznie pozdrawiam!


Pozostaję pełen szacunku                  

Jan Rybowicz                  

Mój adres:
Jan Rybowicz
33-140 Lisia Góra
woj. tarnowskie

P.S. Czy mogę liczyć na chociażby kartkę pocztową z kilkoma słowami, bez względu na to, jak zareaguje Pan na mój list. Czy nie żądam zbyt wiele?

J.R.                  
[List pisany na maszynie, odręczny podpis]

 

Lisia Góra 30.12.77

 

                                                               Pan Józef Baran

 

Drogi Panie!


   Bardzo dziękuję za list! Sądziłem już, że Pan zapomniał o mnie. Także serdecznie dziękuję za pozytywne zdanie o moich wierszach! Jeżeli już był Pan tak łaskawy i zdecydował się umieścić wiadome wiersze w „Wieściach” to proszę zrobić to w kolumnie, jak Pan pisze! Sądzę, że blok wierszy łatwiej wpada w oko, poza tym sprawia mocniejsze wrażenie, solidniejsze! W każdym bądź razie od razu z niecierpliwością będę brał do ręki każdy kolejny numer „Wieści”!
   Sprawa mojego tomiku. Niestety pośpieszyłem się – być może – i 20-ego grudnia przesłałem maszynopisy do Wydawnictwa Literackiego. Na ręce Pani Wandy Marossanyi, tylko dlatego, że ona potwierdziła odbiór mojej powieści niegdyś. / O książce tej nie mam jak na razie żadnych nowych wiadomości! Gdyby co, to Pan dowie się o tym pierwszy!
   Problem literackości i pretensjalności (jak Pan pisze) tytułu tomiku, a także kwestię używania, lub nieużywania pewnych słów w wierszach, rezerwuję sobie na razie jako temat naszego przyszłego ewentualnego spotkania. Osobistego! Jak również inne warsztatowe sprawy, o ile okaże się, że mam w tych sprawach cokolwiek sensownego do powiedzenia…
   I jeszcze… Ja się nie wstydzę tego, że mieszkam na wsi, tylko wkurwia mnie to, że fakt ten jest dla kogoś przesłanką, z której wyciąga wniosek, iż jestem tzw. poetą wiejskim, ludowym, piszącym o wsi, że muszę, powinienem nim być! A ja dotąd nie napisałem ani jednego wiejskiego wiersza. A urodziłem się i do szesnastego roku życia mieszkałem w Koźlu, miasteczku na Dolnym Śląsku (opolskie), obecna nazwa miasta: Kędzierzyn – Koźle. A poza tym ma Pan zupełną rację, że o wartości poety jako takiego nie decyduje nic (!) doprawdy oprócz jego wierszy. I mówię Panu, jak ja nienawidzę większości tych skurwysynów, młodych „literatów” z Warszawy, którzy uważają, że sam fakt, iż mieszkają w stolicy upoważnia ich do czegokolwiek nobilituje ich tfurczość [sic!] i tak dalej… Ktoś nawet kiedyś usiłował zdemaskować w prasie te ich „poetyckie mafie” występujących pod szyldem Kół Młodych ZLP, klany zasr…, kółka różańcowe wzajemnej adoracji… Pfuj!
   Ale ja tu gadu, gadu, a zapomniałem pogratulować Panu kapitalnych wierszy w świątecznej „Literaturze”! Szczególnie świetne: Przeprawa i W błysku zapałki. Moje najszczersze słowa podziwu!
   To na tyle. Chyba po Nowym Roku wyjadę na Śląsk na jakiś czas, sądzę jednak, że będziemy w kontakcie gdyby coś nowego.


Serdecznie pozdrawiam!                  

Jan Rybowicz                  

 

[List pisany na maszynie, odręczny podpis i końcowe pozdrowienia]

 

19 marzec 1981

 

Kochany Józku!


   Wszystkiego najlepszego z okazji Twoich, chyba imienin! Chyba się nie obraziłeś. Dzięki za druk „Filozofa…”. Zobacz, jeśli już nie zobaczyłeś, co się da zrobić z „Zewem ziemi”? Cokolwiek, ze skrótami, itd. W książce być może, wyjdzie w całości
   Zrezygnowałem ostatecznie z pisania wierszy, chyba. Spaliłem wszystkie swoje maszynopisy, periodyki i druki porozsyłałem do znajomych, niech sobie czytają. Koniec z wierszami, nie można złapać dobrze dwóch srok za ogon, myślę!
   Bardzo Cię proszę, sprawdź, co się da, i czy się da zrobić coś z tym horoskopem? Bardzo mi zależy, inaczej nie prosiłbym!!!!!!!!!!
   Jadę we wtorek do Warszawy po tę nagrodę. W ogóle wszystko jest chujowe. Zadanie numer jeden dla polskich pisarzy i nie tylko, dla wszystkich: Wypierdolić PZPR od rządów, kopnąć w dupę i wygonić tam, gdzie jest jej miejsce – na margines przestępczy, albo dalej!
   Trzymaj się, wszystkiego najlepszego, i nie zapomnij o mnie, mimo moich okresowych ataków wściekłości, bo jestem w gruncie rzeczy człowiekiem spokojnym, ta ta zajebana komuna stargała mi, i targa, nerwy! Cześć!

   Jan Rybowicz, 33-140 Lisia Góra, woj. tarnowskie


Jan Rybowicz                  

 

[List pisany na maszynie, odręczny podpis]

 


List Jana Rybowicza do Józefa Barana


 

Lisia Góra, 9 marzec 1982 rok

 

                                                               Pan
                                                               Józef Baran – Wieści

 

Kochany Józku!


   Od wczoraj, 8 marca jestem już definitywnie na wolności. Dziś macham listy, aby powiadomić o tym fakcie wszystkich swoich znajomych i przyjaciół.
   Poza tym zabieram się do roboty i mam nadzieję, że będziesz o mnie pamiętał w sensie druków moich utworów. Jak również Andrzej Kozioł, którego pozdrawiam! Trzymajcie się, i pamiętajcie o mnie! Cześć, i do zobaczenia. Wkrótce wyjeżdżam do Warszawy, do Wasilewskiego, zredagować wreszcie swój tom „Wyjście z ciemności”!.


Jan Rybowicz                  

   Jan Rybowicz, 33-140 Lisia Góra, woj. tarnowskie

 

[List pisany na maszynie, odręczny podpis]

 


List Jana Rybowicza do Józefa Barana


 

Lisia Góra, I czerwca 1982 rok

 

Zawiadomienie Nr. 1 (jeden)


   Dzisiaj to jest I czerwca 1982 roku utworzyłem Związek Pisarzy Polskich z Zarządem Głównym w Lisiej Górze. Jednocześnie ogłosiłem się Przewodniczącym ZPP oraz jedynym, jak dotąd jego członkiem. Niniejszym zapraszam wszystkich chętnych do wstępowania w szeregi Związku Pisarzy Polskich. Warunkiem przyjęcia jest złożenie podania o przyjęcie na niżej podany, mój domowy adres. Fakt złożenia podania nie jest równoznaczny z przyjęciem do ZPP. Aby zostać przyjętym do ZPP trzeba spełniać jeden i jedyny warunek – trzeba mieć rozum w głowie. O tym, kto ma rozum w głowie, będę decydował na początku ja sam, później – być może – będziemy głosować kolegialnie, przez tajne głosowanie. Do ZPP nie będą przyjmowani: fanatycy, prostytutki, pederaści, złodzieje, faszyści ani komuniści. Jedynie ludzie z głową na karku, w wyjątkowych wypadkach kobiety. Aby zostać członkiem ZPP nie trzeba mieć żadnych osiągnięć literackich – trzeba mieć tylko głowę na karku, rozum w głowie, nie w tyłku.
   Związek Pisarzy Polskich nie będzie nigdzie rejestrowany. Nie będzie się zajmował niczym, nie będzie dawał niczego, poza – może – legitymacjami ZPP, które będę wystawiał i podpisywał osobiście. ZPP nie będzie żadnym związkiem ani organizacją. Przynależność do ZPP nie będzie dawała nic nikomu, poza zaszczytem należenia do ZPP. ZPP nie będzie miał żadnych biur ani oddziałów, szyldów ani forsy dla swoich faworyzowanych członków, może tylko te legitymacje, jeśli znajdę czas, aby je wypisać. ZPP będzie istniał tylko na kartce papieru o formacie A-4 i w ludzkiej – mam nadzieję – świadomości.
   Chętnych proszę o składanie podań na niżej podany adres:

   Jan Rybowicz, 33 – 140 Lisia Góra. woj. tarnowskie


Jan Rybowicz                  

 

[List pisany na maszynie, odręczny podpis, w nagłówku dopisek długopisem]

 

Lisia Dziura, 17 kwiecień 1985 rok

 

Józiu!


   Dziś dopiero oprzytomniałem po kolejnym większym piciu, więc dopiero teraz odpisuję na Twój ostatni list, z marca.
   Napisz mi szybko, jeśli jeszcze nie miałeś tego swojego wieczoru autorskiego na Kanoniczej, kiedy to będzie, to przyjadę! Oczywiście chciałbym mieć także taki wieczór autorski, więc załatw to z Andrzejem, albo, załatwimy razem, gdy przyjadę do Krakowa na Twój wieczór.
   Kurwa mam luki w pamięci, i nie trafiam w czas pijąc. W każdym razie napisz kiedy i na którą przyjechać do Krakowa, to uzgodnimy wszystko.
   Tyle zdołałem wystukać. Więc na razie i do zobaczenia. Czekam na list! Cześć.


Jan Rybowicz                  

   Jan Rybowicz, 33-140 Lisia Góra, woj. tarnowskie

[Dopisek długopisem na końcu listu:] Autorskich jeszcze nie otrzymałem.

[List pisany na maszynie, odręczny podpis]

 

Lisia Góra 2 maja 1985 rok

 

Józiu!


   Dzięki za list. Tak jest, napisałem do ZLP w Krakowie, że mam ich w dupie, bo tak mnie wkurwili swoimi głupimi pismami urzędowymi, ale i tak mnie przyjęli za kandydata w Warszawie, a teraz za namową kogoś z ZLP w Krakowie, zapomniałem nazwiska, wysłałem do Zarządu Głównego „Inne opowiadania” i próbę, aby przekwalifikowali mnie na pełnego członka, odpowiedzi jeszcze nie mam, wszystko to po to, aby udowodnić tym dupkom krajcowym z Urzędu Gminy, że należą mi się kartki żywnościowe, i że jestem członkiem ZLP. Na Noc Poetów mogę przyjechać z radością, więc napisz czy mogę i kiedy to będzie dokładnie!!! A 20 maja będę na pewno w Towarzystwie Ziemi Tarnowskiej, pogadamy szerzej. O Portugalii już pisałeś, dopisałeś ołówkiem na liście. Dzięki, niezależnie czy będzie coś z tego. Na konkurs do TK wysłałem kilka opowiadań bez godła i w jednym egzemplarzu, bo nie miałem i nie mam siły przepisywać tego po stokroć. Ale, ale…
   Stała się rzecz straszna. Ojciec mój miał wypadek. Autobus PKS huknął go w głowę przed naszym domem i leży ponad dwa tygodnie już na chirurgii w Tarnowie. Jest już dobrze z nim, boję się tylko, czy nie pozostaną jakieś ślady w psychice, itd. Ma już 71 lat. Nie stracił przytomności ani na minutę, tylko był w strasznym szoku, krew lała się uchem, ustami i nosem. Nie chcę nawet tego wspominać…[Dopisek długopisem:] Ale Stary jest silny jak byk. Wiesz o tym.
   Chlać przestałem, ale jakieś nie mogę się zabrać do pisania na poważnie, bo ten wypadek, dochodzenie do siebie po dłuższym piciu, itd. Złapałem się na tym, że zbyt często szukam pretekstu, aby nie pisać. „Opowiadanie o pisaniu opowiadania” ukazało się w katowickim „Tak i nie”.
   Pogadamy szerzej na Twoim spotkaniu w Tarnowie. Tyle. Trzymaj się i myśl o mnie proszę.


Jan Rybowicz Jan                   

   Rybowie, 33-140 Lisia Góra, woj. tarnowskie

 

[List pisany na maszynie, odręczny podpis, zdanie w liście dopisane długopisem]

 

Lisia Góra, 1985, 01, 12

 

                                                               Pan Józef Baran – „Wieści”

 

Drogi Józefie!


   Wreszcie jakoś ochłonąłem po swoich alkoholowo-psychopatycznych ekscesach i powoli zbieram się do pisania. Napisałem kilka wierszy, które Ci posyłam, i zacząłem dwa opowiadania, i myślę, że rozkręcę się w czasie, oby!
   Nie wiem czy Ci mówiłem, że napisał do mnie z Moskwy niejaki Andrzej Bazylewski, tłumacz chyba, że chce zgody na druk moich opowiadań, które przetłumaczył, i siedmiu wierszy? Pisze, że we wrześniu ‘84 wysłał mi maszynopisy do autoryzacji, czy jak, ale ich nie otrzymałem. Napisałem, że daję mu wolną rękę, niech tłumaczy i drukuje beze mnie. Zobaczymy.
   Miałem zaproszenie na przyjęcie noworoczne do Pałacu Rady Ministrów, ale nie pojechałem, bo zimno i tam nie ma forsy, więc po co? Patrzyć na tych snobów - piździelców? Czy ty byłeś tam?
   To chyba tyle na razie. Sprawdź proszę, czy coś z załączonych wierszy może być u Was drukowane? Muszę koniecznie napisać dobre opowiadanie na ten konkurs, na który przesłałeś mi to pismo.
   Życzę Ci wiele dobrego w aktualnym 1985 roku, i pozdrawiam!


Jan Rybowicz                   

   Jan Rybowicz, 33-140 Lisia Góra, woj. tarnowskie

 

[List pisany na maszynie, odręczny podpis]

 

Lisia Góra, 30.05.’90

 

Drogi Józku!


   Napisz, Kochany, jak tam żyjesz w Krakowie? A przy okazji – WYKAŃCZAJ! tych wszystkich – MIŁOSZÓW CZESŁAWÓW i STANISŁAWÓW BARAŃCZAKÓW - to nie są POLSCY POECI! To są NORMALNI ZDRAJCY OJCZYZNY!!! Jeśli się mylę, nich sam Bóg mnie ukaże! Żyj w Polsce i umrzyj w Polsce, mimo wszystko. Wtedy będziesz godzien miana POLSKIEGO POETY.
   Huj z pieniędzmi!


Jan Rybowicz                  


   Jak dotąd Herbert powinien dostać Nobla, a nie zdrajca Miłosz. Wszystkiego dobrego życzę, Przyjacielu i Przeciwniku! Cześć


Jan Rybowicz                  


   33-140 Lisia Góra,
   woj. tarnowskie

   P.S. Jakie są możliwości druku w Waszym tygodniku?


J.R.                  

[List pisany odręcznie, obustronnie]

 

Lisa Góra, 30, 07, ‘90

 

Drogi Józefie!


   Dziękuję za list + opierdol. Jeśli swój ostatni list do Ciebie pisałem przed 1 czerwca, to byłem pijany, i może coś tam napyskowałem. To nieważne.
   Mogą mi wydać tomik wierszy w W-wie w „Poezji Szybkiej Obsługi”. Co o tym sądzisz? Nie płacą grosza.
   Teraz nie piję więc siedzę i będę pisał do „Wieści” tekst, bo nie ma gdzie drukować właściwie. Tak, że wkrótce się odezwę.


Z poważaniem                  


Jan Rybowicz                  


   33-140 Lisia Góra, woj. tarnowskie

[List pisany odręcznie]


List Jana Rybowicza do Józefa Barana


 

Wstecz

sylwetka