* POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI *
POBOCZA Kwartalnik Literacko - Artystyczny         NR 3-4 (37-38)
         GRUDZIEŃ 2009
         ISSN 1505-1676
wydarzenia
VI Międzynarodowe Spotkania Poetyckie, Pobocza 2009 - Bydgoszcz, Więcbork, Sępólno Krajeńskie

wstecz

VI Międzynarodowe Spotkania Poetyckie, Pobocza 2009
Więcbork, Bydgoszcz, Sępólno Kraj.

Języki, z których żaden nie jest obcy


   VI Międzynarodowe Spotkania Poetyckie „Pobocza 2009” przeszły już do historii. Historii, która stała się udziałem ponad 50 pisarzy, krytyków i tłumaczy z 7 krajów Europy Środkowej (Białorusi, Czech, Słowacji, Słowenii, Ukrainy, Węgier i Polski) oraz 5 zespołów muzycznych. Niestrudzenie festiwalowi towarzyszyła wrażliwa i chłonna publiczność, w tym młodzież szkolna, z którą poeci spotykali się w Więcborku, Bydgoszczy, Sępólnie Krajeńskim, Kamieniu Krajeńskim, Łobżenicy, Mroczy, Sypniewie, Sośnie, Wąwelnie, Jastrzębcu. Warto przywołać Noc Poetów – spotkanie z poezją i piosenką w jednym z najcenniejszych zabytków budownictwa świeckiego na terenie Krajny, eklektycznym Pałacu w Sypniewie, gdzie w iście królewskich wnętrzach swój triumf miała poezja i muzyka. Pisarze, jak każde inne środowisko, potrzebują od czasu do czasu stanąć w oko w oko z „żywą publicznością”. Jak pisał Rainer Maria Rilke w wierszu „Poeta“: Samotnemu: cóż mi po słowie? / Na cóż mi noc? Na cóż mi dzień? Festiwalowe spotkanie wzbogaciła dyskusja na temat „Poezja – pobocze czy centrum rzeczywistości?“ z udziałem redaktorów czasopism literackich, krytyków i poetów. Mam świadomość, że podobne dyskusje, zakuluarowo, w mniejszym gronie, towarzyszyły całemu festiwalowi. Już po „Poboczach“ w telefonicznej rozmowie z Wojciechem Kassem, zastanawialiśmy się, co było dla nas najważnieje, co pozostało w nas po festiwalu. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że najważniejsi byli dla nas Ludzie. To zbliżenie kulturowe, wymiana doświadczeń, mieszanie się języków, poglądów, przekonań z pewnością uwrażliwia. Śmiało, można powiedzieć, że w te wrzesniowe dni Więcbork i okolice stają się kulturowym centrum Europy. Tu Sztuka nie była dla szuki, była dla ludzi. Świadectwem na to niech będą fotografie i głosy gości festiwalu.

 

Jak zostać poetą?


   Już nie pamiętam dokładnie jak sformułowane były te pytania, lecz podczas jednego z dwóch spotkań z uczniami gimnazjów w ramach Festiwalu „Pobocza 2009”, pytali nas, troje obecnych autorów, jak zostać poetą i po co pisać. Spróbuję teraz swobodnie odtworzyć, a także trochę rozszerzyć moją odpowiedź.
   Nikt, nigdy nie da nam potwierdzenia czy zaświadczenia, że jesteśmy poetami. I nawet gdyby ktoś dał nam takie zaświadczenia, nie moglibyśmy w nie uwierzyć. Poetą, poetką stajemy się na mocy własnej decyzji, instynktownie, na własną odpowiedzialność, jak to się mówi na własną rękę i to z wszystkimi konsekwencjami, które z tego wynikają. Być poetą oznacza pasożytować na najbliższych, cierpieć, rozpaczać, niewiele zarabiać, mało podróżować, wyrzec się wielu przyjemnych stron życia, być samotnym – bycie poetą przynosi wiele problemów. Więc co w takim razie jest na drugiej szali, które –to, co złe – wyważa i przeważa? Tylko radość z wiersza, nic innego. Zawsze chciałem mieć – może najbardziej ze wszystkiego – zdrowy, zdatny do użytku rozum. Dlatego jest dla mnie zagadką, dlaczego zacząłem pisać wiersze. Posunąłem się nawet tak daleko, że poezji przypisuję o wiele większe znaczenie, niż może obiektywnie mieć. Dzieje ludzkości w dużo większej mierze zmienia brutalna siła niż poezja, która potrafi jedynie wydelikacić niewielką liczbę mózgów do tego stopnia, że staną się nieprzydatne do życia. Poezja jest odchyleniem, skrajnością, która zawsze miała i będzie mieć dla świata marginalne znaczenie. Wbrew temu, jej ambicją nie jest nic mniejszego, nic mniej patetycznego i donkiszotowskiego niż zbawienie świata, znalezienie życia wiecznego.
Rudolf Jurolek (Słowacja)
z języka słowackiego przełożył Franciszek Nastulczyk

 

Bydgoszcz (Klub ELJAZZ) - Rudolf Jurolek (Słowacja) i Franciszek Nastulczyk

 

Więcbork


   Strasznie długa i męcząca droga. Przyjaciele, o których z największą pewnością wiem, że kiedy indziej i gdzie indziej, niż teraz i tu ich nie spotkam. Cierpliwe, trwające rok czekanie na spotkanie, ponieważ wymianą kusych i pobieżnych pozdrowień nie będziemy się wzajemnie obrażać. Przyjaciele poeci, o których przed Więcborkiem niczego nie wiedziałam, a bez których – po tym, kiedy tutaj się spotkaliśmy – nie potrafię sobie życia wyobrazić; tak w nie zapadli. Nasze rozpoczęte rozmowy, kontynuowane w najdziwniejszych miejscach Europy. Jezioro, które przez całe te sześć lat, od kiedy się tutaj spotykamy, tylko tak spokojnie obok tego wszystkiego jest. Czasami wetnie się w naszą świadomość ciche i obojętne pluskanie jego fal o brzegi. Język, który wokół tak poufale znajomo szczebiocze. Języki, z których żaden nie jest obcy. Podzielanie. Uczucie, że nie przyjeżdżam, lecz wracam.
Lenka Daňhelová (Czechy)
z języka czeskiego przełożył Franciszek Nastulczyk

 

Więcbork - Lenka Daňhelová (Czechy) i Peter Kuhar (Słowenia)

 

* * *


   Właśnie teraz, siedząc w zainfekowanym nie wiadomo przez kogo i co Lwowie, szczególnie ciepło wspominam dni tegorocznych „Poboczy”... Zawsze podobał mi się pomysł organizowania spotkań literackich w tak zwanych małych kulturalno-krajobrazowych ośrodkach. A zwłaszcza – poetyckich, bo przecież tekst poetycki jest maksymalnie intymny i nie zawsze dobrze się czuje w sali filharmonii czy opery, na wielkiej scenie czy na jakimś, powiedzmy, stadionie. Cudowna była droga z Bydgoszczy do Więcborka, przypominająca mi ukraińskie pejzaże na Wołyniu. Zostały mi w pamięci piękne i zadbane Sępólno, Bydgoszcz właśnie i Więcbork. A spokój i cisza „azylu” nad jeziorem na Stadionnej, po prostu oczarowały. Z takich miejsc nie chce się po prostu nigdzie wyjeżdżać, czas tu płynie wolno i czysto jak woda. Albo jak słowa w pięknym, medytacyjnym wierszu. Na „Poboczach” przekonałem się, że wszyscy poeci, niezależnie od przynależności narodowej, w swojej naturze są jednakowi. Pewnie żaden inny „cech” tak łatwo nie rozpoznaje „swoich” i nie stwarza takiej łatwości współistnienia od pierwszych chwil znajomości. Zapoznałem się z dobrym dziesiątkiem wspaniałych ludzi, usłyszałem i przywiozłem z sobą, żeby przeczytać w domu, dziesiątki dobrych tekstów. Jakoś sam z siebie – w rozmowie ze Stanisławem Dłuskim z Rzeszowa – wynikł pomysł ukraińsko-polskiej Antologii współczesnej poezji galickiej, która byłaby reprezentowana przez autorów zarówno ze Wschodniej, jak i z Zachodniej Galicji. Mam nadzieję, że ten projekt uda się zrealizować i przedstawić go na przykład na jednym z następnych festiwali „Pobocza” i we Lwowie, podczas Forum Wydawców – największym z wydawniczych i literackich wydarzeń roku na Ukrainie.
   Przy okazji, szczerze i uniżenie dziękując organizatorom „Poboczy 2009” za cudowne dni literackich czytań i biesiad, a także za zaproszenie na festiwal mojej skromnej osoby, chciałbym wyrazić pragnienie, żeby w przyszłości w miarę możliwości unikano nakładania się terminów festiwalu „Pobocza” i Forum Wydawców we Lwowie. Chociaż oba wydarzenia tradycyjnie odbywają się we wrześniu, warto by było nie organizować ich równocześnie, bo przynajmniej wielu polskich poetów, z którymi przyszło mi gawędzić w tym roku, chciałoby wziąć udział w Międzynarodowym Festiwalu Literackim – niezmiennej okrasie każdych wrześniowych targów książki. A i – jestem tego pewny – sporo ukraińskich autorów z zadowoleniem odkryłoby dla siebie ciepłe jesienne „Pobocza”.

(Lwów, 2 listopada 2009)

Nazar Fedorak (Ukraina)
z języka ukraińskiego przełożyła Aneta Kamińska

 

Bydgoszcz (Klub ELJAZZ) - Nazar Fedorak (Ukraina)

 

* * *


   Piękne spokojne jezioro, nie jedno, lecz od razu dwa, tak blisko jedno obok drugiego jak dwoje kochanków albo jak brat i siostra oraz lasy, które je otaczają – to było pierwsze, co zauważyłem, kiedy z Lenką w zeszłym roku przyjechaliśmy na Festiwal „Poboczy”. Ona była tutaj już kilkakrotnie, ja przyjechałem po raz pierwszy, festiwal i środowisko znałem tylko z opowiadań, lecz kiedy tylko zobaczyłem ten widok, już przeczuwałem, że musi tu być bardzo przyjemnie. I było. W odróżnieniu od minionego roku mocno grzało słońce, co jeszcze bardziej poprawiało świetne – także robocze – nastroje uczestników. Program był napięty jak struna, każdy miał swoją rolę, każdy miał gdzie pójść zaprezentować siebie i swoją twórczość, co dla autorów jest szczególnie istotne. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, już pierwszego wieczoru spadły na Pawła Szydła wszystkie obowiązki organizacyjne, lecz dzięki prężnej „reorganizacji” oraz jego współpracownikom wszystko udało się naprawdę bezbłędnie. Pomysł, żeby autorzy „rozbiegli” się do różnych szkół wydaje mi się świetny, nawet wbrew temu, że nie wszyscy uczniowie-słuchacze w stu procentach skupiają się na tym, co poeci mają im do powiedzenia. Nie każde ziarno pada na urodzajną glebę.
   Moim życzeniem jest coś, czego na pewno życzy sobie Paweł i wszyscy z „Poboczy” – chociaż trochę więcej publiczności z zewnątrz, więcej gości na wieczornych prezentacjach oprócz nas, literackich entuzjastów; wymiana poglądów, nawiązywanie kontaktów; przyjemne robocze i towarzyskie chwile są na pewno interesujące i wzbogacające nie tylko dla nas, lecz także dla szerszej publiczności. Ale w tej sprawie niewiele więcej można zrobić. Nie dotyczy to tylko „Poboczy”. Niestety, współczesne czasy oparte raczej na mainstreamowych wartościach, powierzchownych reakcjach i komercjalizacji nie sprzyjają treściom, które powstają i są zawarte w literaturze. Literatura pozostaje domeną wrażliwych czytelników, autorów i ogólnie elity umysłowej. Taka rzeczywistość siwieje szarzyzną. Jako redaktor słoweńskiej telewizji, tłumacz i publicysta brałem udział w dziesiątkach kulturalnych i literackich programów, wydarzeń i warsztatów w całej Europie i mogę powiedzieć, że „Pobocza”, jako czasopismo i festiwal są jednymi z najlepszych, najświetniejszych pomysłów w swojej dziedzinie. Coś, co stara się przedstawiać i łączyć przede wszystkim słowiański świat, podzielony i rozdzielony surowymi granicami na UE i „resztę” świata.
Peter Kuhar (Słowenia)
z języka słoweńskiego przełożyła Maria Kamińska

 

Związki z wielkiej płyty


   Życie każdego mieszkańca Europy Wschodniej zwalnia czasem swój bieg przy osiedlu z wielkiej płyty, a my potulnie i grzecznie się tam zatrzymujemy. Przepraszam, wolne? Tu dla wszystkich starczy miejsca, powiedziano moim rodzicom w drugiej połowie ubiegłego wieku – potem wyszło inaczej. Tu dla wszystkich starczy wrażeń, mówię teraz ja i gapię się dalej przez okno, w okna. Życie każdego zwalnia swój bieg i przynajmniej raz każdy się tam zatrzymuje. Pisać o blokowiskach, jest w tym jakaś nostalgiczna, ciasna radość. Kiedy myślę o Europie Wschodniej, jako pierwsze przychodzą mi do głowy jej domy – kwadratowe bloki. Czym w amerykańskich filmach są przedmieścia, tym tutaj są blokowiska. A kto choćby raz w życiu nie pragnął zamieszkać na amerykańskim przedmieściu? A kto zapragnąłby blokowiska? Cóż, ja lubię pragnąć. Kiedy przyjechaliśmy do Polski, na ten widok ogarnęło mnie jakieś znane, błogie uczucie związku za pośrednictwem wielkiej płyty. Jakbyśmy tylko przejechali z jednego końca miasta na drugi, gdzie, co prawda, z nikim się nie wychowywaliśmy, ale i tak znamy jego życiową drogę. I nawet jeśli nie władamy jego językiem, to przynajmniej znamy logikę takiego kwaterunku. Doświadczenie „Poboczy” jest dla mnie nierozerwalnie związane z doświadczeniem polskim i uważam, że znaczy to również, iż droga, obok której biegną „Pobocza”, prowadzi prosto do polskiego serca. Prowadzi tam, gdzie potrafi się zebrać około trzydziestu poetów i przez całe dnie skupiać się na sobie nawzajem.
   Gdzie – żeby przywołać kilka odżywających wspomnień – ludzie wykrzykują w trakcie odczytu, jeśli podoba im się to, co słyszą; gdzie organizuje się filozoficzną dyskusję o roli poezji i gdzie – co istotne – znaczenia nabiera też „przyjaźń polsko-węgierska”. Gdzie zdarza ci się pobudka, gdy ktoś pod twoimi drzwiami zawodzi: „polish vodka, pivo”, a potem przy śniadaniu zdajesz sobie sprawę, że faktycznie i o dziewiątej rano się to przytrafia: piwo, przez słomkę. I, że tak bardzo potrafi zbliżyć do siebie ludzi podczas odczytu w jakiejś knajpie twórczy trans, i to, co, czy przez słomkę czy nie, pije się będąc w Polsce. Możliwość wzięcia udziału w jednojęzycznym festiwalu poetyckim w kraju, którego języka nie znasz, to z pewnością zaszczyt. Z drugiej strony jesteś trochę zmieszany, w końcu w jakiś sposób próbujesz się w to włączyć, wreszcie z czasem zdajesz sobie sprawę, jak ważne potrafi się stać to, co powoli mimo wszystko zaczynasz rozumieć. To wciąż na nowo rozbrzmiewające zdanie: „Lengyel-magyar, két jó barát”, jak refren odmierzało nasze dni. Wierzyliśmy w to zdanie – cokolwiek ono znaczy.
Mátyás Sirókai (Węgry)
z języka węgierskiego przełożyła Agata Kukałowicz

 

Bydgoszcz (Klub ELJAZZ) - Lengyel-magyar, két jó barát. Mátyás Sirókai (Węgry) udziela wywiadu dla Polskiego Radia, tłumaczy Agata Kukałowicz

 

O teraźniejszości i przyszłości „Poboczy”


   Niemal sto czterdzieści lat temu Cyprian Norwid tak pisał o szczególnym doświadczeniu i posłannictwie narodów europejskich: „Dopełniając rozwoju swojego w obcowaniu z moralną całością Europy, które je to częściowo waruje, to zupełnie objema, nie cechują się samymi tymi żywiołami składowymi, które je wyróżniają od narodów innych, ale zarazem i tymi ich składowymi żywiołami, które je z innymi narodami łączą. Że przeto można by powiedzieć, iż narody europejskie wyżej niż które inne posiąść powinny całe osobistości własne, albowiem osobistość na samotność wydalona nie jest jeszcze pełną, i dopiero przez obcowanie z osobistościami innymi wydojrzewa na właściwą istotność. Tak dalece, że jeżeli powiedziało się, iż naród składa się nie tylko z tego, co wyróżnia go od innych, lecz i z tego, co go z innymi łączy, to powiedziało się zarazem, iż ta połączalności siła nie jest wcale żadnym ustępstwem, a tym mniej uszczerbkiem, ale owszem przymiotem zupełności charakteru i własnością dodatnią” [Znicestwienie narodu]. Gdyby Paweł Szydeł i Adam Ostrowski, pomysłodawcy i organizatorzy Międzynarodowych Spotkań Poetyckich, chcieli obrać sobie za patrona któregoś z wielkich twórców europejskich, kandydatura Norwida okazałaby się zapewne jedną z najmocniejszych. „Pobocza” są modelową realizacją postulatu dziewiętnastowiecznego poety, ich siłę napędową, myśl fundatorską stanowi bowiem dążenie do rzeczywistego wyzyskania owego mechanizmu „połączalności”.
   Ideę przyświecającą twórcom Spotkań Szydeł wyłuszcza w następujący sposób: „Kiedy zastanawiam się, co może stać się podstawą naszego wzajemnego porozumienia, przychodzi mi do głowy tylko jedna myśl – wspólne dziedzictwo kulturowe. To dzięki niemu możemy, w ogóle jesteśmy w stanie, wspólnie ustalać pojęcia, usystematyzować chaos świata, zwłaszcza dzisiejszego świata. To dzięki naszej kulturze, a w szczególności literaturze, jesteśmy zdolni poznawać i interpretować rzeczywistość, jesteśmy w stanie docierać do prawdy, a następnie dzielić się nią z innymi” (Jesteśmy w Europie sąsiadami, „Pobocza” 2006-2007, nr 26-29, s. 5). Jakże maksymalistyczne to myślenie, zarazem zaś jakby z innej epoki, kiedy wiara w możliwość „dotarcia do prawdy” była powszechna, a autentyczną zdolność wspólnototwórczą postrzegano jako jedną z najwyższych wartości kultury! W tym wykrzykniku nie ma nic z ironii, jedynie aprobata i entuzjazm dla działań, które — przynajmniej w warstwie deklaratywnej — zdają się być wcielaniem w życie, zarazem tradycyjnie i nowocześnie pojmowanego, projektu europejskiej unii literackiej. U źródeł koncepcji Ostrowskiego i Szydła stoi wszak przekonanie, iż warunkiem sine qua non istnienia kultury jest dialog, wchodzenie w autentyczną relację środowisk pisarskich poszczególnych krajów, ale również, a może przede wszystkim, konkretnych ludzi kulturę tę tworzących.
   Swoistej jedności w odmienności uczestnicy „Poboczy” poszukują na wiele sposobów — publicznie prezentując własną twórczość, uczestnicząc w dyskusjach i kuluarowych rozmowach, spotykając się z przedstawicielami środowisk literackich Kujaw i Krajny. Osobny punkt festiwalowego programu stanowią wizyty twórców polskich i obcych w szkołach regionu krajeńskiego, oryginalne lekcje poetyckie i warsztaty dla młodzieży zainteresowanej literaturą.
   „Pobocza” to nie tylko spotkania, koncerty i odczyty, ale także podejmowana za każdym razem próba refleksji na temat miejsca poezji i poety we współczesnym świecie. Wsłuchując się w głosy twórców goszczących w Więcborku, nietrudno dojść do wniosku, że literatura naszej części Starego Kontynentu wciąż ma do spełnienia doniosłe zadanie: uwolniwszy się od obowiązku walki ze zniewoleniem umysłów, przyswoiwszy sobie nowe mechanizmy wymiany idei i tworzenia wartości kulturalnych, musi pielęgnować własną odrębność, nieustannie mierzyć się z własną wolnością, pamiętając o odpowiedzialności za słowo, które wcale nie zatraciło zdolności kształtowania myślenia i organizowania wyobraźni.
   Międzynarodowe Spotkania Poetyckie w Więcborku to przedsięwzięcie o utrwalonej wysokiej randze artystycznej. Decyzja o przywróceniu papierowej wersji kwartalnika „Pobocza” stwarza nadzieję na intensyfikację kulturotwórczych działań Krajeńskiego Stowarzyszenia Kulturalnego oraz na stworzenie szerokiej platformy dla międzynarodowej kooperacji literackiej. Festiwal organizowany przez Adama Ostrowskiego i Pawła Szydła ma szansę stać się bezprecedensowym forum, w ramach którego kształtować się będzie oblicze nowoczesnej literatury państw byłego bloku wschodniego.
   By tak ambitnie sformułowane cele udało się zrealizować, konieczne wydaje się jednak poszerzenie pola wymiany myśli oraz większe otwarcie na refleksję o kondycji, roli i specyfice kultury środkowoeuropejskiej. Pozostając świętem poetów i poezji, dostarczając sposobności do nawiązania osobistych relacji między przedstawicielami odrębnych kultur, „Pobocza” powinny przekształcić się w profesjonalną i nowoczesną, prężnie działającą manufakturę idei. Prezentacja dokonań poszczególnych twórców musi generować dalsze działania, stawać się punktem wyjścia do szerszej dyskusji, czynić możliwym rzeczywiste zrozumienie własnej i cudzej osobności, dogłębnie zaznajamiać z tym, co w naszych doświadczeniach najbardziej partykularne oraz wskazywać i opisywać przestrzenie wspólne.
   Jestem przekonany, że ów potencjał drzemiący w Międzynarodowych Spotkaniach Poetyckich zostanie w najbliższej przyszłości w pełni wykorzystany.
Przemysław Dakowicz

 

Wspólnota Nadziei


   W festiwalu poezji w Więcborku uczestniczyłem po raz drugi i przyznaję, że zachował on nie tylko swój dobry klimat, ale odświeżył moje myślenie o poezji dzisiaj, o miejscu poety w świecie współczesnym, bo taki był temat panelowej dyskusji. Oczywiście, klimat tworzą ludzie z Polski i różnych stron Europy, którzy tworzą swoistą, niepodległą żadnym ideologiom wspólnotę. To był centralny problem naszych rozmów, czy poezja funkcjonuje na „Poboczach”, czy jest obecna w centrum? Kiedyś poecie przypisywano wiele ról, oczekiwano, że będzie wzywał do rewolucyjnych czynów, że będzie profetycznym wizjonerem, że będzie w społeczeństwie spełniał wyjątkową rolę. Dzisiaj poeta jest gdzieś obok, nie przypisuje sobie wyjątkowych praw, nie poucza i nikogo nie chce nawracać, choć nie może być obojętnym na moralne zło czy cierpienie jednostki. Spotkania z młodymi ludźmi przekonują, że jest zawsze kilka osób, może więcej, dla których poezja mówi nie tylko o niebezpieczeństwach duchowych, ale dostarcza emocji, wzruszeń, otwiera też perspektywę poznawczą. Jest ważną intelektualną przygodą.
   Z poznawaniem jest ściśle związany dialog i spotkanie. Niekończące się do rana dyskusje o życiu, literaturze, muzyce, podlewane alkoholem, ale bez podkreślania czyjejkolwiek wielkości, bo tu nie chodzi o spór, kto dalej zaszedł w swoim wierszopisaniu; uczestnikom festiwalu chodzi z pewnością o elementarne prawdy o człowieku, o Europie Środkowo-Wschodniej, o życiu na różnych „Poboczach”, peryferiach, które promieniują wartościami.
   Z tych dialogów spotkań wychodzą wszyscy bogatsi. Ważnym też dla mnie wydarzeniem było spotkanie autorskie z Krzysztofem Kuczkowskim, poetą osobnym, który nie rezygnując z powagi i wzniosłości potrafi odkrywczo mówić o codziennej egzystencji, o zagrożeniach dla człowieka szukającego własnej tożsamości i prawdy. Z pewnością autor Tlenu jest jednym z najciekawszych poetów średniego pokolenia, jeśli zgodzić się z Krzysztofem Karaskiem; to redaktor naczelny „Toposu” obok m.in. Wojciecha Kassa, Grzegorza Kociuby należy do grona orfików, czyli poetów nawiązujących do muzyczno-metafizycznej czy mistycznej tradycji poetyckiej. Cieszy mnie, że ta tradycja tak mocno jest obecna na festiwalu w Więcborku. „Pobocza” i peryferie są duchowym centrum, może najważniejszym w tej chwili dla rozwoju polskiej poezji. Wydaje mi się bowiem, że nam wszystkim bliska jest starożytna i chrześcijańska koncepcja poezji jako muzycznej harmonii. Poszukujemy w języku zagubionego „blasku boskości”.

(Rzeszów, 10 października 2009)

Stanisław Dłuski

 

Publiczność festiwalowa podczas SLAM-u w Sępólnie Krajeńskim

 

Niezmierzalny wymiar


   Na festiwal literacki „Pobocza” byłem zapraszany regularnie od 2006 r. Dla mnie, mieszkańca Mikołowa, już sama podróż była nieco egzotyczna, bo nagle nadarzała się okazja przejechania trzech czwartych Polski, dzięki czemu mogłem po raz pierwszy odwiedzić Bydgoszcz, a stamtąd udać się w niemniej egzotyczną podróż do Więcborka. Pamiętam, że kiedy we wrześniu 2006 roku wysiedliśmy z busa w ośrodku domków campingowych, popadłem w lekki błogostan. Okolica urodziwa, soczysta zieloność na murawie pobliskiego stadionu, nieco na ukos lekko falujące sreberko jeziora. A potem już pierwsze przywitania, przedstawiania się wzajem, jak to bywa na literackich festiwalach. Od razu ujęła mnie idea tego festiwalu, oparta na spotkaniu się i prezentacji poetów z tzw. Europy Środkowej. Formuła festiwalu, za każdym razem poszerzana i modyfikowana, zdaje się być niewyczerpywalna. Publiczności festiwalowej każdorazowo zostają przedstawieni zaproszeni poeci. W różnych miejscach i miejscowościach, dokąd byliśmy zapraszani, spotkania poetyckie miały iskrzący charakter. Dla uczniów szkół Łobżenicy, Sępólna czy Więcborka w których bywaliśmy, usłyszenie i zobaczenie poetów z Słowacji, Białorusi czy Słowenii musiało być niezwykle frapujące. Dla nas, grupy poetów rodzimych, niezwykle ważko poznawcze, albowiem rzadko nadarza się możliwość wspólnego, międzynarodowego czytania tekstów. Podobnież bywało podczas elektryzujących dyskusji panelowych, kiedy to każdy z uczestników miał okazję usłyszenia opinii czy stanowisk związanych z poruszanymi kwestiami życia literackiego, zahaczającymi częstokroć o specyfikę literatur danych krajów. Innymi słowy, konglomerat wrażeń, emocji i refleksji związanych z „Poboczami” jest dla mnie przeogromny. Sam festiwal to niekończący się proces przełamywania różnych barier i stereotypów, konwencji i polaryzacji, owych rzeczy wynikających z rozpadu wcześniejszych struktur literackich, ale i też narosłych wokół nich problemów czy kontrowersji, przybierających niekiedy zaskakującą postać nowych ujęć, związanych z rodzajami głębokich przeobrażeń społecznych czy politycznych. Ale niezależnie od kraju, kłopoty czy rozpoznania okazują się, dzięki „Poboczańskim” spotkaniom, podobne. Rozmowy i wspólnie przeżywany czas tych kilkudniowych spotkań pokazują i uświadamiają pokrewieństwa tematyczne i problemowe. Czy jesteś poetą białoruskim, serbskim czy polskim, absorbuje cię w takim samym stopniu np. kwestia języka czy zakres tematyk. Różnorodność indywidualnych dokonań każdego z zaproszonych gości tworzy doskonałą szansę na zobaczenie odmienności poetyk czy skali literackiej percepcji, ujawniając przy tym niemały potencjał tkwiących w nich możliwości odczytań, zarazem utwierdzając w przekonaniu o niezmierzalnym wymiarze poezji jako takiej, niezależnie od kultury czy tradycji, z jakiej się wywodzi. „Pobocza” to też rodzaj więzi i przyjaźni. Paweł Szydeł, Franek Nastulczyk czy Wojtek Kass to osoby, które nieodzownie kojarzą mi się z fantastycznymi chwilami wspólnego biesiadowania, aktywizujących rozmów, wymiany poglądów i gromkiego śmiechu. Mam więc nadzieję, że „Pobocza” trwać będą jak najdłużej, przynosząc niezapomniane feerie wydarzeń i przyswajając coraz to nowe zjawiska poetyckie, będą tworzyły nadal ten wyjątkowy w skali kraju splot wielorakiej literatury.
Maciej Melecki

 

Sypniewo - Maciek Melecki

 

Niteczka festiwalu snuje się jak babie lato

1.

   W wywiadzie z Pawłem Szydłem zadałem pytanie, czy nazwa „Pobocza” nie nawiązuje do tytułu tomiku Ryszarda Milczewskiego Bruno Poboki. Odpowiedział, że poezja poety z Grudziądza jest mu bliska, ale tytuł tomiku nie inspirował tytułu festiwalu. Festiwal odbywa się na Krajnie skąd do Grudziądza kawał drogi. Po roku, może dwóch, w którymś z wywiadów udzielonym z okazji kolejnej edycji „Poboczy”, Paweł Szydeł podchwycił sens mojego pytania i przytoczył tytuł tomiku RMB. Sądząc po wypowiedzi było to nawiązanie świadome, żeby nie powiedzieć programowe. Poezja czyni miejsca większymi niż są. Międzynarodowe Spotkania Poetyckie czynią Krajnę większą niż jest. Raz w roku przewraca się ona na swój pobok świąteczny, do którego ze środkowej i wschodniej Europy zjeżdżają poeci, tłumacze, krytycy.

2. 

   Pawła Szydła i Adama Ostrowskiego wyobrażam sobie tak: podłączyli rureczki do rozmaitych miast, miasteczek Europy środkowej i wschodniej, a teraz siedzą w swoich pobokach – może to być rów, łąka, nadjeziorna ścieżka, niewyszukana knajpa – i co rusz dokarmiają się treściami, które ssą z tych rurek. Treści cztery razy w roku wypełniają łamy kwartalnika „Pobocza”, wpierw wirtualnego, a od niedawna również na papierze; raz do roku dzięki spotkaniom z młodzieżą, dyskusjom, czytaniom wierszy, turniejom poetyckim, muzyce te treści przybierają charakter świąteczny, festiwal wszak to nic innego, jak radość i wesołość z okazji wspólnego spotkania; z kolei przez cały rok snują się niewidzialnie po miasteczkach, wsiach, lasach, polach, Krajny jak pogłosy, jak echo.

Więcbork - Gdy tempo wolniejsze, to mniej umyka, a więcej ma w nas zatrzymanie

 

3. 

   System rur, rurek, rureczek coraz pewniej tłoczy poezję w tę i z powrotem. Oddech Krajny czują u siebie Czesi, Słoweńcy, Węgrzy, Słowacy, Białorusini, Ukraińcy, a zwłaszcza ci z nich, którzy są współodpowiedzialni za kształt kolejnych wydań kwartalnika. Od 2007 roku Paweł Szydeł i Adam Ostrowski kilka rurek przetransponowali do galerii i klubów artystycznych w Bydgoszczy, podłączając w ten sposób stolicę regionu do poboków: swojego rowu, łąki, nadjeziornej ścieżki, niewyszukanej knajpy. Tu Paweł Szydeł. Do Krajny na spotkanie autorskie zapraszam Wojtka Banacha, Marka Kazimierza Siwca, Jarka Jakubowskiego – słychać w Bydgoszczy. Tu Jacek Soliński i Jarek Jakubowski. Do Bydgoszczy na spotkanie autorskie zapraszamy Pawła Szydła – słychać na Krajnie.

4. 

   Wybitny artysta Andrzej Strumiłło w latach 1953-56 mieszkał w Krzyżach, malutkiej wiosce na Mazurach. Ponieważ przychodziły do niego listy z różnych warszawskich instytucji, w tym z ministerstwa, sołtys wsi zaczął tytułować go malarzem ministerialnym. Gdyby nie fakt, że tradycyjną pocztę i pożądliwość zagranicznego znaczka, wyparł wpierw telefon, potem internet, otwarty i powszechny dostęp do każdego zakątka Europy, sołtys Jastrzębca mógłby tytułować Pawła Szydła poetą i redaktorem międzynarodowym, a Adama Ostrowskiego – jego sołtys z Sypniewa – mecenasem literatury.

5.

   Stanisław Ignacy Witkiewicz był jednoosobową firma portretową, która nieźle prosperowała. Paweł Szydeł i Adam Ostrowski to już dwuosobowa firma literacka z udziałowcami w dalekim tle. Dobytek i dorobek firmy zmieściliby w bagażniku osobowego auta. Nie o taki jednak dorobek i dobytek chodzi. Obaj pracują nad tym, żeby ich niewielka Krajna była rozpoznawalnym punktem na poetyckiej mapie kraju, żeby kwartalnik, który wydają i redagują oraz festiwal, który organizują były trybuną określonych wartości literackich i postaw ludzkich, żeby wygospodarować jeszcze jedno miejsce – doprawdy jest ich niewiele – dla współczesności kultury literackiej naszej części Europy, Polski i regionu; wreszcie, żeby wyryć wyraźną bruzdę życia literackiego w krajobrazie kulturowym Krajny.

6.

   5 listopad 2009 roku będzie ważna datą w historii Krajeńskiego Stowarzyszenia Kulturalnego, którego prezesem jest Adam Ostrowski. Od władz lokalnych wydzierżawiło ono budyneczek po dawnym kościółku ewangelickim w Więcborku. Ostrowski i Szydeł mogliby sparafrazować piękny, lecz niestety ograny przez różne małpy wers Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego następująco: – Jesień już Panie, a ja mam swój dom. Ten przydział wiele zmieni w ich działaniach. W jakie pole, w jaką ulicę one pójdą trudno wyrokować, jedno jest pewne, siedziba przysporzy stowarzyszeniu, kwartalnikowi i festiwalowi konkretnego usadowienia i wizerunku, którym stanie się fasada kościółka. Na marginesie, co jest znakiem rozpoznawczym Prania, Instytutu Mikołowskiego, paryskiej „Kultury”, oczywiście poza wielkim dorobkiem tej ostatniej? Ludzie, tytuły pism kulturalno-literackich, wydawnictwa, patroni, pewnie wszystko po trochu. Nie zapominajmy jednak o architekturze różnych domostw literatury i poezji, o jej charakterystycznych elementach, które wbijają się w pamięć co najmniej tak mocno jak ludzka twarz, strofa wiersza, książka, a więc frontonach – leśniczówki Pranie, który zdobi duża weranda i dzikie wino porastające ceglany mur, kamienicy, gdzie znajduje się mieszkanie Wojaczków, domu „Kultury” w Massion Lafitte, Stawisk Iwaszkiewiczów i tylu innych.

Więcbork - Taras poranny, Małgorzata Lebda i Wojciech Czerniewicz

 

7.

   Międzynarodowe Spotkania Poetyckie „Pobocza” mają swoje tempo. Czasem jest ono szybsze, czasem wolniejsze. Gdy szybsze, to więcej umyka. Gdy wolniejsze, to mniej umyka, a więcej ma w nas zatrzymanie. Dlatego lubię poranki na tarasie kawiarni ośrodka wypoczynkowego „Tęcza”, skąd roztacza się widok na stadion, jezioro, niektóre partie ośrodka. Taki punkt obserwacyjny. Dobrze być na nim pierwszym, żeby w skupieniu wziąć udział w większym od nas, powstawaniu ze snu, czyli w niespiesznym przeciąganiu się krajobrazu. Za plecami słychać odgłosy kuchni, cały ten rejwach towarzyszący przygotowaniu śniadania. Z domków wychodzą zaproszeni na festiwal goście, natykają się na innych, którzy zamykają drzwi domków lub są już na ścieżce. Pozdrawiają się i razem lub osobno wchodzą na pierwsze stopnie tarasu. Czasem to jedyna okazja, żeby skupić na nich uwagę, przyjrzeć się im dłużej, to i owo pomyśleć lub nie pomyśleć, spróbować odtworzyć wiersze, które czytali wczoraj, lub jeszcze raz nieznacznie otrzeć się o nie jak o przechodnia lub o drzewo w lesie. Rodzina festiwalowa z roku na rok poszerza się o kolejne kraje, o kolejnych poetów, dlatego warto o poranku siąść na tarasie, objąć refleksją, ile się da zapamiętać.

8. 

   I lubię mniejsze tarasy, te przy domkach. Jeden lub dwa z nich ożywiają się na ogół nocą, zaraz po przyjeździe autokaru, który przywozi gości z ostatniej imprezy w Bydgoszczy, Sępólnie Krajeńskim lub w Sypniewie. Co rusz ktoś donosi krzesła, ktoś nowy siada, ktoś inny odchodzi. Ktoś intonuje pieśń, ktoś nalewa. Ktoś ziewa, ktoś rozlewa. Ogólny gwar, ruch, śmiech. Ogólne dogadanie i szczegółowe nie dogadanie. Mniejszy nocny taras spina klamrą ten większy, poranny. Cisza poranka rozmywa się w gwarze, milczenie w rozgadaniu, spokojna fala myśli w delcie porwanych niedomyśli. Samotniczy taras z widokiem i rozmowny taras biesiadny to dwie strony festiwalowej monety, po obwodzie której toczy się program festiwalu wypełniający nawias tarasu ranka i tarasu nocy.

9. 

   Spotkania z młodzieżą w szkołach. Są ważne, choć nie tak spektakularne jak inne. Należą do najbardziej pożytecznych, kameralnych i sensownych nitek festiwalowej tkaniny. Tę nitkę podejmuję z całą powagą, być może dlatego uczniowie odpłacają pięknym za nadobne. Mam szacunek dla tego wszystkiego, co stanie się z nimi w przyszłości. Po swojemu to wyczuwają i starają się uszanować moją przeszłość, moje przeżycia i doświadczenie oraz to, w jaki sposób o tym mówię. Kiedy robią się swobodniejsi częściej wypytują o to, jak żyć i co w życiu jest najważniejsze. Już po raz czwarty uczestniczyłem w „Poboczach. Przez kolejne lata odbyłem spotkania w szkołach w Więcborku, Łobżenicy, Sępólnie wspólnie z Ivo Dobnikiem ze Słowenii, Franciszkiem Nastulczykiem z Bielska Białej, Krzysztofem Karaskiem z Warszawy i Stanisławem Dłuskim z Rzeszowa. Jednak najbardziej cenię to ostatnie z Krzysztofem Kuczkowskim, które miało coś z kameralnego koncertu na wiersze, komentarze i pytania i które miało różne tempa, tonacje i nastroje od refleksyjno-lirycznych po lekko żartobliwe. Właśnie to spotkanie, a raczej to, co usiłowaliśmy na nim przekazać stało się impulsem do notatki, którą poczyniłem w swoim Notesie pod datą 11.11:

   - Zanurzenie w Teraz, w Rzeczywistość, w Rzeczy Oczywistość, w Rzeczy Świetlistość. Wydaje się, że ten rodzaj bytni jest już poza naszym zasięgiem, że wykluczyła go nasza świadomość i rozwój nauki. A jednak, czy owa bytnia i przynależne jej okolice nie są gwarantem przeżycia poezji, jej doznania? Czy nie jest ona pełnią, czyli anty pustką? Czy nie sprawia, że czas ma inne stężenie i wcale nie przecieka przez palce? Otwarcie siebie na błyszczenie rzeczy i ludzi, zanurzenie się w nich to zadanie trudne, omal niewykonalne. Czasem jednak wyjednuję w sobie ten stan. Doznaję go jak poprzez mgłę, a może nie tyle doznaję, co przeczuwam jak jakiś interior, który jest obok. Na spotkaniach ze szkolną młodzieżą mówię o tym doznaniu, jak o najbardziej twórczym i zarazem paradoksalnym. Po pierwsze, dlatego że stałe zanurzenie w Teraz graniczy z cudem lub szaleństwem. Po drugie, wyklucza poezję, gdyż po co ją zapisywać, jeśli się Jest w Teraz. Jeśli się Jest w harmonii z tym, co Jest w Teraz. Pytam o ich drogę do szkoły, która każdego dnia jest inna, otwiera się inaczej, a mimo to skażemy ją, zrównamy, upodobnimy do ogólnego modelu drogi? Pytam, co z niej zapamiętują? I przestrzegam przed wyłączaniem się z doświadczania drogi, tego Teraz drogi poprzez jej „wyprzedzanie” ku temu, co ma odbyć się w szkole i po szkole lub poprzez „cofanie” tej drogi do wydarzeń z wczoraj, przedwczoraj. Brak otwartości i uważności na Teraz sprawia, że z miesiąca na miesiąc, z roku na rok nasza droga popada w abstrakcję, krainę rozmycia. Pytam się, co wywołuje ich zachwyt? Czy zachwyt jest wspólny z otwartością na oczywistość konkretu w Teraz? Sądzę, że ten pierwszy, wręcz miłosny zachwyt, oczarowanie czy też zauroczenie jest jednocześnie pierwszym otwarciem na pojedyncze w masie, na szczególne w ogólnym, na małe w wielkim, na konkretne w retorycznym. Na pojedynczego ucznia lub uczennicę w masie klasy, na sposób jego lub jej poruszania się w ogólnym ruchu szkoły, na ten jedyny niepodobny do innych uśmiech, na kolor oczu, który zostaje zapamiętany pośród tylu innych. Zanurzonego w Teraz czas wypełnia. Ma on poczucie, że tego czasu przybywa, że jest jak ustawiczny przybój morza. Rozmijającego się z Teraz wypełnia próżnia. Odczuwa, że czas mu umyka, że jest on jak nieuchronny odpływ morza.

Krzysztof Kuczkowski i Wojciech Kass podczas spotkania w więcborskim liceum. Spotkania z młodzieżą należą do najbardziej pożytecznych, kameralnych i sensownych nitek festiwalowej tkaniny

 

10.

   W 2009 roku przypadła 30 rocznica śmierci Ryszarda Milczewskiego Bruno. Rok wcześniej na „Poboczach” prezentowano biograficzno-literacką wystawę poświęconą poecie z Grudziądza, Sławek Milczewski przeczytał kilka wierszy ojca. RMB napisał: - Ludzi coraz więcej a człowieka coraz mniej. Był poetą polskiej prowincji – przaśnej i koślawej, którą przeklinał i zarazem wynosił. A jednak, gdy spaceruję uliczkami Więcborka, Łobżenicy, Sępólna niejasno myślę, że opozycja, którą pomyślał i napisał poeta tutaj ma swoją równowagę. Może to tylko złudzenie, które potęguje wrześniowe światło? Na imię mu łagodność i uspokojenie, jest pokrewnym sérénité czyli światłu i pogodzie duszy. Na uliczkach codziennie, zwyczajnie, lokalnie. Niepostrzeżenie snuje się po nich niteczka festiwalu, na którym międzynarodowo. Jedno i drugie ogarnia procesja wrześniowego światła.

Wojciech Kass

 

Zebrała i opracowała Małgorzata Lebda

 


Program:

VI Międzynarodowych Spotkań Poetyckich "POBOCZA 2009"
Więcbork, Bydgoszcz, Sępólno Krajeńskie

  • Środa - 09.09.2009 r.

  • 17:00 - 17:30 - Uroczyste otwarcie Festiwalu - (Kino Promień - Więcbork, ul. Pocztowa 2)
  • 17:30 - 18:30 - Spotkanie autorskie gościa specjalnego - Krzysztof Kuczkowski (ze wsparciem kontrabasu Janusza "Macka" Mackiewicza) - (Kino Promień - Więcbork, ul. Pocztowa 2)
  • 19:00 - 20:00 - Recital Krzysztofa Napiórkowskiego - (Kino Promień - Więcbork, ul. Pocztowa 2)
  • 20:00 - 24:00 - Noc poetów - klubowe spotkanie z poezją i piosenką (Pałac w Sypniewie)
  • Czwartek - 10.09.2009 r.

  • 11:00 - 14:00 - Lekcje poetyckie (szkoły - Gimnazjum, LO i ZS-CE Więcbork, LO i ZSZ Sępólno Kraj., Gimnazjum Kamień Kraj., Gimnazjum Sośno, Gimnazjum Wąwelno, Gimnazjum Jastrzębiec, ZSP Łobżenica, Gimnazjum Mrocza, Gimnazjum i ZSCKR Sypniewo)
  • 17:00 - 18:30 - Prezentacje poetów zrzeszonych w SPP Oddział Bydgoszcz (Klub ELJAZZ Bydgoszcz, ul. Kręta 3)
  • 18:30 - 19:30 - Recital Krzysztofa Napiórkowskiego (Klub ELJAZZ)
  • 20:30 - 22:00 - Prezentacje poetyckie gości VI Międzynarodowych Spotkań Poetyckich POBOCZA 2009 (Klub ELJAZZ)
  • 22:00 - 24:00 - Recital zespołu Janusz Mackiewicz Quartet, (Klub ELJAZZ)
  • Piątek - 11.09.2009 r.

  • 10:00 - 13:30 - warsztaty poetyckie dla młodzieży (LO Więcbork , LO Sępólno Kraj. i ZSP w Łobżenicy)
  • 16:00 - 17:30 - dyskusja nt. Poezja - pobocze czy centrum rzeczywistości? z udziałem redaktorów czasopism literackich, krytyków i poetów (Klub GALERIA - Sępólni0 Kraj., ul. Studzienna)
  • 17:30 - 19:00 - prezentacje poetyckie gości VI Międzynarodowych Spotkań Poetyckich POBOCZA 2009 (Klub GALERIA - Sępólni0 Kraj., ul. Studzienna)
  • 20:00 - 21:00 - Klubowe spotkanie z poezją - biesiada poetycka cz.1 - recital Eduarda Akulina (Klub GALERIA - Sępólni0 Kraj., ul. Studzienna)
  • 21:00 - 23:00 - SLAM poetycki (GALERIA)
  • 23:00 - 01:00 - Klubowe spotkanie z poezją - biesiada poetycka cz. 2- recitale: Asi Kondrat oraz Beaty Osytek (Klub GALERIA - Sępólni0 Kraj., ul. Studzienna)
  • Sobota - 12.09.2009 r.

  • 11:00 - 13:30 - zebranie zespołu redakcyjnego Kwartalnika POBOCZA
  • 17:30 - 19:00 - Prezentacje poetyckie gości VI Międzynarodowych Spotkań Poetyckich POBOCZA 2009 (Bar HANGAR - Więcbork, ul. Strzelecka)
  • 20:00 - 00:00 - Klubowe spotkanie z poezją - biesiada poetycka - recitale: Eduarda Akulina, Asi Kondrat oraz Beaty Osytek (Bar HANGAR - Więcbork, ul. Strzelecka)

Donatorzy
VI Międzynarodowych Spotkań Poetyckich POBOCZA 2009
Fundusz Inicjatyw
Obywatelskich

Fundusz Inicjatyw Obywatelskich
Gmina Więcbork
Gmina Więcbork
Powiat sępoleński
Powiat sępoleński


Wstecz

wydarzenia - Więcbork, Bydgoszcz, Sępólno Krajeńskie